Norwegia, cz. 6 Bergen, sztuka i życie

Zanim wybierzemy się na fiordy, zatrzymajmy się jeszcze w Bergen. Jednym z powodów, dla których chciałam przejść się po mieście były murale i graffiti. Szczególnie ciekawa byłam, czy trafię na coś Banksy’ego. Nie wiem oczywiście, czy mi się udało. Niemniej, zapraszamy do mojej małej galerii.

Drugą sprawą, o której już wspomniałam wcześniej, są galerie sztuki, ale też witryny sklepów. Przecudne.

Życie. O życiu opowiedziała nam też trochę nasza gospodyni. Cudowna młoda dziewczyna, której rodzina pochodzi z Polski, mieszka w Berlinie, gdzie ona się też urodziła, a teraz studiuje w Bergen i w sezonie pracuje jako przewodnik wycieczek. Ten splot cech dał nam cudownego anioła. Nazwijmy ją Ania (bo niestety nie zapytałam, czy chce być opisana na blogu). Więc Ania opowiedziała nam historię Bergen (po co sama pewnie bym nie sięgnęła aż tak dokładnie), ale też opowiedziała trochę o życiu w Norwegii. Np. w sklepach jest mały wybór produktów (co potwierdzam), bo Norwedzy stawiają na lokalne, ew. europejskie produkty i tylko bardzo dobre. Szanują naturę i myślą szeroko ekologicznie. Więc masz do wyboru może kilka rodzajów produktów każdej kategorii. Szczególnie niechętnie patrzą na wszelkie fast foody, co okazało się wyjaśnieniem dla słabego (z naszej perspektywy) menu w Maku (gdzie też od razu zakodowaliśmy papierową słomkę, ale wieczko pozostało plastikowe). W restauracjach też to widać, po krótkich menu. Nawet w pizzerii.

Pizza. Ok. 200 NOK. Woda ok. 28 NOK. Ale warto zapamiętać na przyszłość, że wodę naprawdę można uzupełnić z kranu.

Elektryczne samochody. Jak już wspomniałam, tesla na taksówce to prawie standard. Niebywałe. Medycyna. Ty nas Ania zaskoczyła. Gdy źle się czujesz, idziesz do lekarza, to on ci zapewne zaleci wyjście na spacer. Przejdzie ci, jak się ruszysz. Tam trzeba być „umierającym” żeby włączyli antybiotyki, czy jakiekolwiek inne leki. Trzeba być wikingiem, żeby tam żyć. To nie żart. To, co zwróciło moją uwagę od pierwszych chwil, to aktywność na zewnątrz. Mimo deszczu np. biegacze biegali na stadionie, który widać było na spacerze na Floyen. Starsi ludzie szli też na ten szczyt (ok. 80tki?). To, co naprawdę się czuje: Norwegom pogoda nie robi różnicy. Ania to potwierdziła. Wiecie, jak w Polsce pogoda jest dla nas tematem rozmów i najlepiej jeszcze krytyki, numer jeden, tak tam pogoda nie ma znaczenia. To się wydaje nawet oczywiste. Patrząc na geografię, gdyby ci ludzie się rozczulali nad sobą, to jednego domu by nie postawili, z jednego fiordu nie wykuli kawałka skały, żeby osadzić dom. Deszcz nie jest przeszkodą, czy wymówką. Podziwiam ich, bo ja jednak jestem wrażliwa na każdą zmianę pogody i mimo, że staram się nie uprawiać sportu narodowego, czyli nie narzekać, to jednak odczuwam i koduję te zmiany pogody każdą komórką. Tak, nie mogłabym żyć w Norwegii. Mimo, że się w niej kompletnie i całkowicie zakochałam. Bergen, fiordy, woda z lodowca płynąca w kranie (tak, tam jest taki system, że woda w kranie jest kompletnie zdatna do picia, bo bardzo pilnują też częstej wymiany rur, a wodę z odpływu wykorzystują wtórnie np. do WC czy do myjni).

Ale też język… nie do ogarnięcia :))

Cudny kraj, dla twardych ludzi. Bardzo, bardzo chciałabym tam jeszcze wrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.