Norwegia w weekend cz. 1

Wszyscy kierujemy się swoimi kluczami w planowaniu podróży. Postanowiłam poopowiadać, jak to robię ja, jak to robimy z NIM. Może będzie to pomocne np. dla kogoś, kto chce się tam też wybrać pierwszy raz i ma takie podstawowe pytania. Okazuje się że Norwegia jest na tym ciekawa, że można zrobić kilka notek z jednego, weekendowego wyjazdu.

Zacznę od początku. W okolicy marca padł pomysł podróży gdzieś. Na weekend. Ponieważ moja lista „chciałabym zobaczyć” właściwie nie ma końca, a na dziś to nawet początku, więc dowolność jest pełna. Więc ja rzuciłam „Barcelona”, ON rzucił „Bergen”, mnie to zaintrygowało, bo co to za zwierz. Na co ON odparł „Będziesz mogła pogłaskać fiordy, kcesz?”. No raczej. Przyznam, że moim głównym kluczem wyjazdów z NIM jest „być z nim, a może przy tym zobaczymy, zjemy coś fajnego”. Acha. Wcześniej rozważaliśmy jeszcze Tromso i Olso i jakieś takie zupełnie powtarzalne nazwy, ale pało na Bergen, bo to jednak miejsce- dziedzictwo kulturowe UNESCO (powód jak każdy inny, ale ten był też dobry).

Dobra. Wchodzimy na WIZZ i przy koszcie ok.160 zł w obie strony za dwie osoby nabyliśmy bilety (podstawowa wersja oczywiście). Budżetowo jak ta lala. Nocleg okazał się większym wyzwaniem, bo booking doprowadzał mnie do łez (ja niestety jak sobie ustalam budżet to nie lubię go przekraczać, nawet jak mogę, więc jeśli nie muszę to nie przekraczam). Na szczęście w między czasie pogadałam z bratem i on polecił airbnb . Nie było to proste, bo ja jakoś nie lubię spać u innych w domu. Ba, nawet u rodziny, czy znajomych. No tak mam. Spanie w mieszkaniu obcych totalnie ludzi… No ale kiedyś może być ten pierwszy raz (a ja przecież kolekcjonuję pierwsze razy). Okolicznością sprzyjającą był fakt, że dzięki temu rozwiązaniu, za kwotę, dzięki której nocowalibyśmy gdzieś na obrzeżach miasta moglibyśmy spać w samym centrum. Ja to jednak lubię jak jest optymalnie. Było. Decyzja zapadła. Miejsce wybrane i klepnięte jakoś w… kwietniu. Wyjazd na maj.

Dalej. Co robić? Tak, po doczytaniu o mieście i dooglądaniu o Norwegii, wiedzieliśmy, co chcielibyśmy zobaczyć.

Przed samym wylotem zaszalałam i wzięłam opcję priority (kto bogatemu zabroni :), w opcji: na wylot dla mnie, na powrót dla niego. Więc mieliśmy jeden dodatkowy bagaż, który był bezcenny, i przysporzył nam radości co nie miara. Po co dodatkowy bagaż? Np. na śniadanie, żeby zabrać ze sobą płatki owsiane. Well. To też okazała się dobra decyzja. Trzeba się liczyć z tym, że lecąc do Bergen w maju bierze się ze sobą zimową kurtkę, szalik i ze dwie bluzy. Nieważne, że lokalni ludzie chodzili często w krótkich rękawkach. Ale nie wyprzedajmy dalej.

Więc pod koniec maja się spakowaliśmy i polecieliśmy do Bergen. Wylot w piątek wieczorem, powrót w poniedziałek. Jak na Norwegię to i tak kosmos. Z perspektywy czasu i pobytu, wiem co mówię 🙂

Wiem, że dla wielu osób będzie to też nuda, byłem, nic nowego. Zdaję sobie sprawę. Dla mnie to jest jednak odkrywcze momentami i po to mam bloga. Także proszę nie marudzić w razie czego 🙂

Wylot z Gdańska. Przy bramce akcja, bo ON wziął kabinówkę, która miała być moim dodatkowym bagażem, a ja wzięłam torbę, która miała być jego podręcznym. W trakcie mierzenia walizki, która za nic nie chciała wejść do tego wizzowego miernika i widziałam, że on zaraz wybuchnie (to by było coś nowego i dla mnie), ocknęło mnie i wychyliłam się zza drzwi „przepraszam, ale to moja wina, bo zostawiłam mężowi mój bagaż, a ja mam jego”. Dziewczyny na szczęście okazały się przychylne takim pomysłom. Podmieniliśmy bagaże. Poszło.

W samolocie się już zaczęło, bo ja jakoś mam łatwość nawiązywania kontaktu z innymi. Nie przepadam za spaniem u nich w domu, ale pogadać o różnych sprawach w trakcie podróży, spoko. Like. Wiem, że niektórzy nie lubią, jak ich obcy zaczepiają i zagadują i przeszkadzają w podróżowaniu. Ja lubię. Czasami nie, ale raczej tak i pogadam z każdym jak leci.

W samolocie siedziałam obok młodej dziewczyny w ciąży. Opowiadała, że przenieśli się z mężem do Norwegii po kilku podróżach i żyją tam sobie. Jedyne, co jest trochę męczące, że praktycznie kilka razy w miesiącu odwiedzają ich znajomi i rodzina z Polski i muszą ciągle ich wozić w dla nich te same miejsca. Szkoda mi się ich zrobiło, ale jak się chce mieszkać w Norwegii, to trzeba być wikingiem.

Powiedziała, że spodoba nam się Bergen. No kobieta prorok. Serio. Niech jej się wiedzie 🙂

Dolatujemy, a ja dostałam obłędu już na pierwszej prostej. Zdjęcie główne 🙂

Ciąg dalszy:

Cz. 2

Cz. 3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.