Bóg i ja

Wiem, ostatnio dość często do tego wracam. To przez Szustaka. Słucham go w każdej wolnej chwili i jaram się jak Królewska Przystań.

Ostatnio przeczytałam w komentarzu, że traktuję Boga jak własność.

Duuuużo o tym myślałam i wnioski mnie zachwycają, bo w końcu wiele rzeczy mogę nazwać. Ulokować i się z tym dobrze czuć.

Kurcze, to jest tak niesamowite, jak to, że mając 432 lata dowiedziałam się, że nie widzę stereo.

Więc ja i Bóg. To jest piękne. Nigdy dotychczas nie myślałam tyle i tak o Bogu.

Zdałam sobie sprawę, że duchowo jestem jak 3letnie dziecko. Zaczynam coś tam ogarniać, ale jeszcze słabo jest. Tak. To był ten pierwszy zajedobry moment, bo poczułam totalną… ulgę.

W końcu poczułam, że mogę. Że spoko. Że na poziomie ludzkim, ziemskim mam swoje miejsce, funkcje, które sobie dobrałam i jestem dorosła i odpowiedzialna za siebie i innych, ale już duchowo, prywatnie, w głębi duszy jestem w piaskownicy. Serio. I Bóg to wie, a że go kocham a on mnie kocha, to kompletnie się na mnie nie złości i wie, że się staram i chcę być coraz lepszą wersją siebie, chociaż cholera wie po co, bo nie mając dzieci grzecznie wyginę razem z misiami koala (chociaż ich to strasznie szkoda).

W każdym razie, tak. Jestem duchowo dzieckiem Bożym i jest mi z tym totalnie cudownie.

Uczę się, rozwijam, zmieniam, jestem dorosłym człowiekiem, ale duchowo dzieckiem.

Tak. I tyle.

Kiedyś koleżanka zapytała mnie, dlaczego nie zajmę się prowadzeniem szkoleń związanych z moją pracą, dlaczego nie chcę uczyć tego czy owego co umiem. No i już wiem, że właśnie dlatego. Za bardzo jestem zajęta uczeniem samej siebie.

Naprawdę cudownie jest rozumieć siebie. Gdy byłam młoda, nie rozumiałam nic. Ani siebie, ani świata, ani niczego. Dziś rozumiem już świat, żyję w pewnym zrozumieniu i akceptacji istoty rzeczy, znam dość dobrze siebie i wiem, czemu i nad czym pracuję, ale duchowo… To było genialne w uwolnieniu i nazwaniu.

Ja i Bóg.

Dzięki Szustak i dzięki za komentarz pod tamtą notką, za inspiracje.

Nie mam pojęcia, jak widzi takie podejście kościół czy nauka, ale jako urodzony wybiórczy ignorant i troglodyta oczywiście nie zamierzam dociekać.

Błogo mi.

Odpoczywam przy tej myśli od dorosłości i odpowiedzialności za wszystko możliwe w życiu. Nawet za konsekwencje własnych działań. Podobno intencje są najważniejsze.

To notka luźnych myśli. Jak zawsze 🙂

Kocham blogowanie. Tak przy okazji.

PS. Z czapy. Tak bardzo lubię bywać niepoważną. Powagi mam nadmiar.

Zdjęcie: 05.2019 Warszawa, restauracja chyba Podwale, gdzie dają najlepszą golonkę ever.

5 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.