Nie jestem „wszyscy”

Nie jestem wszyscy.

Jak często słyszy się argument „bo wszyscy tak robią, uważają”

Nie wiem. Nie siedzę w głowie „wszystkich”.

Nie przekonuje mnie to. Kompletnie.

Może dzięki temu żyję naprawdę w miarę według własnego uznania, a z czasem tylko coraz bardziej?

Dobry punkt odniesienia: Abstrakcja. Co czujesz patrząc na sztukę, albo mając do czynienia z abstrakcyjnym poczuciem humoru?

To jest Twoje. Nie może być słuszne, fałszywe, mądre, głupie, bo jest Twoim odczuciem. I bardzo dobrze.

Co czujesz?

Czasami ludzie analizują abstracje przez pryzmat „co widzisz na tym obrazie?”. Hm. Mnie kiedyś, wieki temu, pewna cudowna nauczycielka historii sztuki w niemieckim gimnazjum zainspirowała, że ważniejsze jest „co czujesz, patrząc na ten obraz?”. Czy rzeźbę. Albo scenę. Poszukaj. To, co nie jest jednoznaczne, budzi w niektórych niepokój, zmieszanie, zakłopotanie, nerwowy śmiech, albo nic. Czasami szukamy sensu tam, gdzie go nie ma. I wcale być nie musi. Bo nie o to chodzi. Chodzi o przeżycie, które miał autor i które ma odbiorca. Patrząc czasami na latające ptaki nie szukamy w tym sensu, czujemy (podziw, zazdrość, ich wolność, piękno, a może głód i by się coś zjadło, albo obawę, czy nie narobią znów na nasze auto). Ale to wszystko jest właśnie odpowiedź na pytanie „co czujesz?” Tak samo działa sztuka. Ekspresja. Odbiór. Generująca się z tego energia, emocja, przeżycie, moment. Czasami to najważniejsze, co ma być. Z poczuciem humoru jest podobnie. Albo coś trafia, albo nie. I kij.

Nie ma : dobrze – źle. Chociaż w przypadku humoru to jednak ważne. Kurcze, wspólne czucie abstrakcyjnego humoru to jednak ważna sprawa. Anyway…

Całe życie mam szczęście do ludzi, chociaż przecież innych też nie brakuje, to jednak energię skupiam na tych, którzy są dobrem mojego życia. Osobach, które wspólnie cechuje przede wszystkim to, że nie przeszkadzają mi być sobą, a czasem nawet pomagają. Super sprawa. Doceniam to. Docenianie jest awangardowe.

Ostatnio przeczytałam „nie wiem o co chodzi z tym byciem sobą, przecież nie można i tak być nikim innym”. No pewnie, że można. Można być jak rosyjska matrioszka – przebranym za dziesiątki postaci. Można sobie zaimplementować wiele nakładek. Można robić to, co należy, nie robić tego, czego robić nie wypada i mówić to, co jest poprawne i już nie jest się SOBĄ, bo nie będzie na to miejsca, poza wyobraźnią. Czemu?

Dam przykład: byłam wychowywana na damę. Miałam być m.in. kobietą z klasą, dobrze wykształconą i idealnie wpasowaną w arystokratyczne ramy przodków, spełniająca artystyczne pasje, założyć tradycyjną rodzinę i pielęgnować wielkie wartości w pełnym oddaniu. Długo chciałam taką być. Aż okazało się, że to za mało i to nie jestem ja. Bycie damą, jak bycie królewną, jest nudne i wyczerpujące. Chciałam żyć po swojemu, a nie wyłącznie chodzić jak zegarek wg sztywnych reguł uważając, żeby nie zrobić czy nie powiedzieć nic kompromitującego. A gafy to moja specjalność. Prawie wszystko inne też mi kompletnie nie wychodziło zgodnie z oczekiwaniami innych. Umęczona tymi oczekiwaniami, których i tak nie mogłam spełnić, obolała porażkami rozczarowań powiedziałam sobie, jako dorosła już kobieta, że pieprzę to. Chcę być sobą. Najwyżej.

Od tego momentu jest coraz zabawniej. Nie mogę i nie chcę jednak skrytykować bezmyślnie wysiłków włożonych przez kochanych przodków w moje wychowanie. Dzięki nim bowiem, gdy trzeba umiem być damą, znam savoir vivre, etykietę, ale ze zdrowym umiarkowanym korzystam z nich, jak z każdego innego narzędzia, czy wartości. Stanowią tylko ułamek mojej wiedzy, bazy narzędziowej, umiejętności. Wartości i punkty odniesienia przebudowałam pod siebie już dawno. Nie, to nie jest proste, bo porzucenie starych wzorców jest jak zdrada wobec rodu. Straszne uczucie. Ale jeśli ma się poczucie, że widzi się świat inaczej, bo on też jest inny, jeśli poznaje się dziesiątki alternatyw, to jak podróż przez wszechświat – nie chcesz już nawet wmawiać sobie, że nie masz wyboru. Zawsze masz.

Zawsze masz wybór. Wiele wyborów i możesz je jeszcze miksować.

I wybierasz. I składasz po swojemu.

Pewnie, że wartości i słowa przodków, ludzi, dzięki którym się jest, są wygrawerowane w duszy. I mają być. Jak wszystko inne, najważniejsze. Mają mieć swoje miejsce, ale to miejsce jest jak tablica pamiątkowa, jak prolog.

Bycie sobą jest na niej oparte, to fundament, ale wszystko, wszystko poza tym jest osobistą księgą.

Nie jestem jak wszyscy. Mam swoją osobistą księgę i nawet jak komuś pozwalam się wpisać, jak w pamiętniku, niektórym pozwalam pobazgrać bez sensu, albo nawet o to proszę, to nadal jest to moja księga. Pisana przeze mnie i mój świat.

Nie jestem jak wszyscy, bo coś takiego po prostu nie istnieje. Nie ma czegoś takiego.

Bycie człowiekiem to za mało, żeby zdefiniować każdego osobno, jako wszyscy.

Szanujmy się w tym, bo to jest po prostu zajebiste. Wolność, z której jedni korzystają, inni nie, a jeszcze inni trochę. Każdy po swojemu.

Trzeba być potwornym ignorantem, żeby wrzucić kilka miliardów ludzi do jednego worka.

Jesteśmy każdy sobą na ile wybieramy. Ja jeszcze nie skończyłam i sama jestem ciekawa, jaka będę dalej.

PS.

Avengers End Game jest dla mnie filmem sezonu.

Spektakl „Więzi” w Teatrze Wybrzeże jest poruszający.

O tym może następnym razem.

Zdjęcie : Przywidz, niebo odbite w wodzie.

5 comments

  1. Budzisz we mnie mieszane uczucia. Przeczytałem kilka wpisów i wiem że krytykując matrioszki sama nimi trochę jesteś. Chcesz pokazać się pewną siebie i zdecydowana, a wcale taka nie jestes. Unikasz oceniania a mimo to oceniasz.. Jesteś pełną sprzeczności, ale nie znając Ciebie i Twej historii nie wiem co uczyniło Ciebie tak, wbrew pozorom, zamknietą.
    Co do Boga to traktujesz go jako swoją własność i tu masz trochę racji a jednak choć On jest Twój to inne drogi też Obsługuje i innych ludzi także.
    Wspominasz o buddyźmie i o uważności tylko że pochodząc od Niego nie ma z Nim wiele wspolnego. Pozdrowienia Z

    Polubienie

    • Hm. Naprawdę mnie nie znasz 🙂 ale oceniasz to, co widzisz, czytasz. Jasna sprawa. Tylko wiesz, widząc kilka puzzli możesz jednak nie widzieć pełnego obrazu. Prawda? Tak tylko podpowiadam. A co do Boga, że traktuję go jak własność… Przedziwne, że tak to odczytałeś. Serio. Zachwyciło mnie to i muszę to przemyśleć. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

      • Nie da się zobaczyć więcej niż ktoś chce pokazac. Chyba że okoliczności są niezależne i nieprzygotowane. Takimi nie jest wpis z pewnością przymyslany.
        Z pewnością nie piszesz tak jak ja, który w 100% nigdy nie znam nawet tematu mojego kolejnego wpisu.
        Mniejsza o to, życie ( i nie tylko) nauczyło mnie wreszcie czuć a nie rozumiec. Więc czuję w Tobie jakieś alter ego, którego jeszcze nie rozpoznaje. Daj trochę czasu🐱
        Co do podejścia do Wiary to mamy podobne z tym że ja nie neguje ani nie wyróżniam żadnej z drog, nawet tej przez zaprzeczenie czy zło. I tak cel jest ten sam🕊

        Polubienie

  2. Też odbiłam od pewnych schematów narzucanych nam kobietom przez świat i rodzinę. Nie zamierzam być perfekcyjną panią domu i jest mi z tym dobrze. Mądry wpis.
    Pozdrawiam Cię!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.