CERN – subiektywnie

To ironia losu. Moja wizyta w CERN to naprawdę ironia losu. Przy tym jednak przede wszystkim, spełnienie jednego z moich największych marzeń. Nie dość, że tam byłam, to jeszcze zawodowo. Jeśli dożyję starości, to będzie to jedno z najważniejszych wspomnień.

Dlaczego ironia losu? Ponieważ pierwszej nocy, zasypiając w hotelu na terenie CERN przypomniała mi się nauczycielka od fizyki, z klasy pierwszej liceum. Kobieta miała na mnie alergię. Obiecała mi nawet, że w drugiej klasie to mnie już na pewno nie przepuści. Wychowawczyni przekonała ją do przepuszczenia mnie w klasie pierwszej. Dowcip polegał na tym, że generalnie byłam prymuską, natomiast fizyka była prowadzona tak, że za nic nie mogłam się do niej przekonać, jednak nie na tyle, żeby mnie „usadzać”. Dziś jestem przekonana, że coś po prostu nie zatrybiło. Po obietnicy usadzenia skorzystałam z okazji i po wakacjach pozostałam w Niemczech. Tam też przekonałam się, że zarówno fizykę, jak i chemię da się lubić, ba, bardzo. Wtedy pierwszy raz w życiu pomyślałam, że to właśnie zależy w dużej mierze od nauczyciela. W każdym razie, wiele, wiele lat później, wylądowałam w CERN. Oczywiście nie jako naukowiec, ale z takimi miałam okazję porozmawiać. Naprawdę, niesamowita była sama możliwość posłuchania o zderzaczu i doświadczeniach od samych fizyków, którzy tam pracują. Jako pewną ciekawostkę napiszę, że jest tak całkiem niemałe środowisko polskie. Duma i szacunek. Naprawdę serce rośnie.

Sama, jestem nadal bardzo wzruszona, że mogłam brać w tym wszystkim aktywnie udział, że jako kobieta sprawdziłam się w przyjętej roli, że jako człowiek mogłam tam być, zobaczyć CMS od środka i jeszcze o nim posłuchać od specjalisty i że właśnie mogłam poznać tak wybitnych ludzi.

Poniżej moja mała fotograficzna migawka.

Dla mnie był to też pierwszy raz w Szwajcarii. O Genewie w następnej notce.

Dziś taka mała refleksja. Według mnie, warto być w życiu wszechstronnym, interesować się światem, nauką, oczywiście pasje jak sport czy sztuka też są szalenie ważne, ponieważ pomagają się spełniać, realizować, natomiast wszechstronność i autentyczna ciekawość świata nauki pozwala poznawać niesamowite szczegóły o nas. Po prostu.

Może doświadczenia zderzacza nie odpowiadają jeszcze na wiele pytań, ale jak już kilkakrotnie miałam okazję przekonać się rozmawiając z prawdziwymi pasjonatami i praktykami nauki, właśnie na tym to polega, że odpowiedź na każde nowe pytanie otwiera wachlarz nowych pytań. Myślę, że to jest doskonała filozofia życia. Nie tylko naukowców.

Ja dzielę się tym małym fleszem z wyjazdu ze szczerym wzruszeniem. To cudowne chwile, gdy spełniają się marzenia. Sheldon by mi zazdrościł 😉

Więcej na: CERN i może też TU, ale przyznam, że najlepiej po prostu zainteresować się fizyką kwantową, która w naturalny sposób doprowadzi też do zderzacza.

2 uwagi do wpisu “CERN – subiektywnie

    1. Ja byłam w hotelu na terenie CERN, więc ciężko mi polecić coś innego, ale po pierwsze, na Twoim miejscu spróbowałam wysłać maila z pytaniem o rezerwację w trakcie open days, a po drugie, CERN jest bardzo dobrze skomunikowany, więc nocleg w pobliżu też nie będzie problemem. Udanego pobytu i wrażeń 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.