Nauczyciele strajkują. Emocje i opinie podzielone, jak do wszystkiego w naszym kraju. Koleżanka mnie zapytała, co ja sądzę o strajku nauczycieli.

Proszę Państwa. Ja jestem jak Szwajcaria*. Jak ONZ. Neutralny obserwator.

Dlaczego?

Przyczyna jest prosta. Współcześnie mam z nauczycielami niewiele wspólnego, ale wiem jedno: są tacy pedagodzy, którzy warci są milionów, są tacy, którym nie powinno się pozwalać wykonywać tego zawodu ze względu na stosunek do dzieci czy uczniów (bez względu na wiek). A już zupełnie, gdybym była rodzicem gimnazjalisty/ki w okresie egzaminów, nie zostawiłabym bez reakcji narażania na stres dzieci. Na szczęście, nie jestem rodzicem i niektórzy nauczyciele mogą bezkarnie odwalać, co chcą. Z nauczycielami jest, wg mnie, jak z księżmi: Są jednostki fantastyczne, które potrafią pracować z dziećmi i przepełniać ich serca pięknymi wartościami i pasją, są tacy, którzy powinni trzymać się od dzieci z daleka.

Jednak żeby była jasność, ja wysyłam wiele wsparcia dla tych, których podziwiam i życzę im wszystkiego dobrego. Resztą niech się zajmie odpowiednio zbudowane prawo.

Tak, uważam, że nauczyciele, lekarze, itd. powinni zarabiać po prostu godnie i ponadprzeciętnie, ALE takie też powinny być ich kwalifikacje, zaangażowanie i skuteczność oraz podejście. Ja rozumiem, że nie każdy nauczyciel może być jak John Keating ze „Stowarzyszenia umarłych poetów”, albo Louann Johnson z „Młodych gniewnych”, czy kilku nauczycieli z mojego życia, ale jednak, do jakiś ideałów powinno się dążyć, prawda? Tak. Takie jest moje zdanie. Więc jako obserwator neutralny uważam, że zarobki nauczycieli powinny być ponadprzeciętne, jak i ich podejście do zawodu, zaangażowanie i pasja. Nauczyciele mogą tak wiele zmienić w życiu dziecka, że powinno to być lepiej oceniane i weryfikowane. Tylko ci szczerze zaangażowani i mający dobry kontakt z dziećmi, wnoszący do ich życia konkretne wartości, a nawet miłość do danego przedmiotu, mogą wg mnie być właśnie najwyżej wynagradzani.

,Ci, którzy tacy są, niech strajkują do skutku i to z powodzeniem. Mają moje poparcie. Każdemu z nich uścisnęłabym dłoń dziękując za podejście. Całej reszcie gratuluję odwagi i pewności słuszności roszczeń. Ogólnie, naprawdę, nie mam zdania. Niech każdy z nas robi swoje, za adekwatnie godne wynagrodzenie. Nieważne, czy w firmie prywatnej, budżetowej czy korporacji.

*O Szwajcarii dużo więcej w kolejnej notce, na którą sama czekam 🙂