W końcu obejrzałam „Kler”. Odczekałam z premedytacją falę nakręconego marketingu i emocji.

I bardzo dobrze.

To film. Fikcja. Fokus na postaciach zbudowanych w wyobraźni. Jednak… Wiecie, ja daleka jestem od pastwienia się na poczynaniami kościoła (jakiegokolwiek, bo przecież co religia to problemy), chociaż mam swoje zdanie i nie jest ono najlepsze, a zbudowane na własnych przeżyciach, wnioskach, przemyśleniach i odczuciach (szczególnie, jako wolnej kobiety), ale nie tylko na tym przecież.

Tak, wszyscy jesteśmy ludźmi, a wszystko, co ludzkie nie jest nam obce, pytanie tylko, co jest ludzkie, a co jest już nieludzkie i jak już kiedyś pisałam o artystach (LINK TU) , tak nie daję jako człowiek zrozumienia dla „ponadprzeciętnych” uprawnień do krzywdzenia innych i tłumaczenia tego czymkolwiek, tak samo jak wykorzystywania ludzkich słabości, obaw, małości, braku poczucia wartości, do podsycania ich i budowania na nich władzy. Nie ma „ale”.

Patrzę na takie coś z dystansem, na ile mogę, żeby sobie nie zatruwać życia, a z drugiej strony nie popaść w znieczulicę.

Mamy jakiś dziwny dualizm. Z jednej strony niby ludzie potępiają krzywdzenie, a z drugiej tłumaczą oprawców (no niby też człowiek z problemami, prawda?) i dokładają ofiarom (bo przecież mogłyby być silniejsze i walczyć o siebie, porozmawiać z kimś, prawda?) Łatwo o 0-1 uproszczenia. Jakoś tak nie możemy się do końca zdecydować i nie umiemy znajdować salomonowych odpowiedzi.

Cywilizacja jest gdzie jest, co zrobić. Dopóki jest władza, dopóty będą religie. Nie mam zdania, czy to dobrze, czy źle. Wizje rozwoju cywilizacji pozostawiam wizjonerom z najwyższej półki, ale pewnie czas i tak napisze to po swojemu poza wszelkimi wróżbami i wizjami.

Wracając do filmu. Tak naprawdę największe wrażenie zrobiło na mnie poprowadzenie wątku oceny po pozorach przy dwóch postaciach. Ja sama temu uległam i dopiero po czasie sobie powiedziałam, że przecież taki był zamysł. No błagam. Tak.

Ale bogowie, to niesamowite, jak łatwo ciągle i zawsze szufladkuje mózg. Skoro ktoś robi coś dobrego, to umniejsza się zło, albo nawet nie dopuszcza takiej myśli, że może robić coś złego. Przecież to klasyka gatunku.

Tak jak łatwo zarzucić komuś robienie czegoś złego, bo na to wskazują pozory a ten człowiek z tym nie dyskutuje. Milczenie odbierane jest jako cichy akcept.

To był film.

A co się dzieje w prawdziwym życiu?

Cóż. Dobrej niedzieli.