Kiedy i kto decyduje o tym, kiedy „wszystko przed tobą” zamienia się „w tym wieku już…” Nie wiem, ale chyba zależy wyłącznie z kim się rozmawia. Tak, nie od tego ile się ma lat, ale właśnie z kim się rozmawia.

Już kiedyś pisałam, że sama uważam, że w moim wieku nie wypada jedynie się nad tym zastanawiać, co wypada. Idąc za klasykiem „Trzeba żyć, bo jest później niż się wydaje”.

Ostatnio padło pytanie „czy chcielibyście cofnąć czas?”. Ja bardzo nie. Wszystko było jak było i jestem tu gdzie i jak jestem i jest dobrze. Mnóstwo chwil, emocji, przeżyć, stworzyło mnie taką jaką jestem, dało mi wszystko, co dziś mam w sercu, pamięci, duszy. Wszystko. Cenię sobie poczucie, że to nie był zmarnowany czas. Mam nadzieję, że o przyszłości też będę mogła tak myśleć. W jej przyszłości.

Tu i teraz. To, jak je odbieram jest skutkiem przeszłości. Nie chciałabym nic zmienić. Nic z tego, na co miałam wpływ. Reszty i tak zmienić bym nie mogła. Tu i teraz jest najbardziej jak może być.

To też kwintesencja slow life, takiego, jakim je czuję. Carl Honore, ojciec takiego właśnie slow life też fajnie to opisuje i pokazuje (polecam jego książki, ale też social media, gdzie widać po prostu życie mimo dynamiki pełne spokoju, bo o to właśnie chodzi. ) To tylko dygresja.

Tu i teraz. Życie wśród ludzi zawsze będzie  dostarczać skrajnych emocji, oczywiście o ile ludzie ci nie są mi obojętni.

Chwila samotności w samochodzie. Rano, tańczę do muzyki (nie wiem, czemu inni dziwnie na to patrzą. Przecież to normalne), wieczorem chill zet z dobrym jazzem. W sercu i głowie kocioł z mieszanki emocji. Nie chcę inaczej.

Chcę czuć życie.

Tu i teraz.



Czuć wolność i realizować wszystkie pasje.

Jak dobrze jest żyć.
Tu i teraz.
Z tym wszystkim w sobie i w około. Tak bardzo różne jednocześnie, że to niedorzeczne.
A jednak.
Życie.