Jestem mięsożercą. W dzisiejszych czasach takie wyznanie może być dalece nie na miejscu i niestosowne. Wstyd się do tego przyznawać, bo to jest strasznie, ale to strasznie niemodne. ACHA.

Bywam nagabywana przez wegan/ wegetarian i innych ortodoksów (medialnie to jest jakiś obłęd), jak każdy mięsożerca, że mięso to ZŁO. Nie powinnam jeść mięsa. Mięso żyło, to było zwierzę, ono czuło, a teraz jest martwe i ja je jem. Już nie raz ci ortodoksi odebrali mi przyjemność posiłku, bo oczywiście, mam świadomość, że mięso jest zabitym zwierzęciem, które pewnie bym kochała, gdybym żyła obok niego, a jeszcze o nie dbała. Wiem, że warzywa to wyrwane rośliny, które ktoś uprawiał, pielęgnował, wiem, że choinka to martwe drzewko, które dorosło w szkółce tylko po to, żeby zostało postawione w salonie, a piękny bukiet róż, to tak naprawdę martwe kwiaty w rozpoczętym procesie gnilnym w wazonie. Wiem. Uświadamiamy sobie coraz więcej i jestem za. Bezmyślność i nieświadomość to zło. Bardzo. Ale z mięsem mam tego tematu już dość. Naprawdę. Dlatego o tym teraz napiszę, bo po to też mam bloga.

Fakt, że rośliny maja układ nerwowy, że ryby tak samo czuja jak inne zwierzęta, że właściwie wszystko co żyje również czuje, jest dla mnie oczywisty od dość dawna. W jakiś instynktowny sposób było to dla mnie oczywiste z założenia, ale najważniejsze, że nauka też to potwierdza. Argumenty, że rośliny, czy ryby, czy ptaki nie czują tak jak my i kategoryzowanie po tym, czy coś można jeść czy nie, są krótko mówiąc idiotyczne. Chociażby dlatego, że my nawet jako ludzie różnie odczuwamy, mamy różne progi bólu, wiec co tu w ogóle porównywać? To bez sensu.

Jak już sobie tak uświadamiamy różne oczywistości, to po prostu załóżmy, że wszystko, co jemy, przed zabiciem czuło. Punkt. Nie ma co tym dyskutować. Lepiej komuś z ta świadomością? Nie, bo pewnie wielu to wyprze i powie, że rośliny to co innego, ziarenko ryżu, czy kaszy, to nie to samo i blablabla. Kasza gryczana to nie krowa. Dobrze, a dlaczego nie? Zapytam. Dlaczego wartościować życie? Ja osobiście nie mam zamiaru i te ideologiczne brednie pozostawiam pasjonatom i tym, który uważają, że ich ideologia jest bardziej. Wszystko spoko, ale wara od mojego jedzenia. Ja jestem drapieżnikiem i nie mam zamiaru tego zmieniać (tak samo pozdrawiam tych, którzy kupują wege karmę dla psów i kotów. Brawo. Hehe).

Dla mnie, jako wszystkożercy, ale też szanującego życie (każde!!) i dla którego ważne jest, żeby nie dręczyć zwierząt i nie hodować w takim nadmiarze, który powoduje marnotrawienie mięsa, nie zamęczać roślin chemia i tak samo nie iść w stronę tej potężnej nadprodukcji, nie wycinać niepotrzebnie lasów*, punkt ciężkości jest zupełnie gdzie indziej i on powinien łączyć nas wszystkich: Wszyscy powinniśmy apelować do producentów o humanitarne, odpowiedzialne podejście do wszelkich upraw i hodowli, dlatego, że wszyscy, ale to wszyscy końcem końców z nich korzystamy. Nie powinno być ważne co jemy (bo to sprawa indywidualna), ale w jaki sposób to powstaje, dorasta, jest zabijane. Od krów, przez krewetki, po liście tymianku.

Z reguły nie reaguję, gdy weganie mi marudzą nad talerzem, bo szkoda mi czasu na jałowe dyskusje (dla mnie jedzenie to nie filozofia i ideologia, chociaż jak wspomniałam, chciałabym, żeby hodowle i uprawy były naprawdę na rozsądnym i humanitarnym poziomie, globalnie), ale naprawdę mam prośbę: odpieprzcie się od jedzenia mięsa. Jak nie chcecie, to nie jedzcie, żyjcie Słońcem, bo tylko jego energia jest bezdyskusyjna, czy czym tam chcecie, ale dajcie ludziom normalnie zjeść. Naprawdę, te dyskusje o zajebistości kasz i płatków owsianych mnie nudzą. Pomijam, że sama jem sporo wg pięciu przemian, króluje u mnie kuchnia zrównoważona, w której jest wszystko, od każdego mięsa, przez ryby, po makarony, kasze, ryż, warzywa, owoce, słodycze, częściowo przetworzone (czasami jest to najlepsze rozwiązanie), miody, wędliny, dania wege i nie, czasami alkohol, lub nie, dużo różnych herbat, ziół, wody mineralnej, albo zdarza sie Cola czy inny Sweeps itd. aż po wszystko możliwe w restauracjach, bo na mieście też często jadam, a do tego lubię się suplementować (a nawet muszę, bo mam obniżone wchłanianie żelaza i bez suplementów czy wołowiny na talerzu robi się słabo). I tak ma być i tak jest OK. I dobrze mi z tym. Chciałabym jeszcze, żeby jedzenie nie było tak naszprycowane chemia, ulepszaczami, konserwantami, szkodliwymi E, żeby chleb z piekarni był chlebem itd., bo nie mam ochoty sama piec i bardzo bym chciała, nie musieć jeździć do innej dzielnicy, do dobrej piekarni, żeby kupić dobry chleb, a tak jest teraz, bo w pobliskich sklepach mam dopakowane pseudo-wypieki.

Akceptuję to, że ludzie sobie stosują różne diety, które coś tam wykluczają, jakieś wynalazki coraz to nowych dietetyków, cuda na kiju i inne pomysły, rozumiem, że niektórzy faktycznie kierują sie religia i to też co innego, rozumiem, żeby niektórzy maja alergie czy choroby, wykluczające jakieś składniki, naprawdę, to bywa bardzo indywidualne i wszyscy powinni mieć możliwość budowania diety pod swoje potrzeby czy ochotę, ale najważniejsze, żebyśmy wszyscy mieli dostęp tylko do dobrej jakości produktów.

Ja akurat chcę jeść wszystko, jak wspomniałam wyżej, ale nikomu tego w talerz nie mówię, że też powinien. Naprawdę uważam to za cholernie niegrzeczne, gdy jakiś weganin/ wegetarianin czy inny fruktuarianin wchodzi mi w sumienie i zaczyna tyrady o zabijaniu itd.

Merde, wszyscy zabijamy. Nasza natura, natura świata oparta jest na tym – żeby jeść trzeba zabić. Czy to zwierzę czy roślinę. Pora sie z tym pogodzić. Pytanie, które jest ważne dziś, nie jest dlatego „czy jeść mięso ,czy rośliny”, ale „jak to wszystko hodować, uprawiać, żeby jak najmniej szkodzić planecie, nam, tym istotom”.

Energię marnowana na bezsensowne agitowanie anty-mięsne lepiej włóżcie w działania mogące wpływać na jakość hodowli i upraw, bo to jest w naszym wspólnym interesie.

Czasami trafiam na materiały, w których pokazywane są nowoczesne, humanitarne hodowle i uprawy, gdzie wszystko jest możliwie zrównoważone, bez pędu, w spokoju, zgodnie z natura, w minimum chemii i leków, w poszanowaniu zwierząt i roślin. Takie uprawy są straszna rzadkością, ale jednak widać, że są możliwe. Ja osobiście naprawdę wolałabym, żeby jedzenie było lepszej jakości i tylko takie. Wolałabym, żeby cywilizowany świat szedł w stronę optymalizacji tego, co jest na półkach sklepowych, żeby wyeliminowano wyrzucanie ton jedzenia (gdzie pomijam już wątek głodu w innych obszarach, bo to się ma nijak do siebie, to dwa różne obszary, gdzie trzeba szukać zupełnie innych rozwiązań).

Ja tylko grzecznie proszę odczepić się od jedzenia mięsa, a energię pakować w poprawę jakości hodowli i upraw.

Dla ciekawych (albo takich, którzy jeszcze o tym nie widzieli), że rośliny czują: Artykuł w FOCUS

*Oczywiście problem dwutlenku węgla też ma drugie dno: proszę mieć na uwadze, że dwutlenek węgla potrzebny jest roślinom do fotosyntezy. Ja się nie znam, ale na moją logikę rozwiązaniem jest zwiększanie zalesienia, nawet w miastach, ale przede wszystkim zaprzestanie wycinania lasów i dżungli), bo rośliny sobie doskonale z dwutlenkiem poradzą. Wiec zastępowanie plastiku papierem (jak w przypadku słomek), to… ja nie wiem, naprawdę świat jest dziwny.

Co nie zmienia faktu, że to całe gadanie o jedzenie mięsa jest jedną z większych abstrakcji i szukania problemów na siłę, zamiast rozwiązań tam, gdzie są faktycznie potrzebne.

PS. Ja hodowcą ani rolnikiem nie jestem, więc o usprawnieniach nie porozmawiamy. To temat dla tych którzy mają czas, wiedzę i energię o to mądrze walczyć. Chętnie podpisze konieczne petycję, ale dość tego gadania o wyższości jednej diety nad inną i psucia sobie wzajemnie smaku.

Wolałabym, żeby też w końcu zaczął robić porządek z tym, że jest tyle chemii w jedzeniu Raport NIK. Naprawdę jest co poprawiać i to sprawy ważniejsze, niż wyjeżdżaniem sobie wzajemnie na sumienie.