Bardzo czekałam na ten film. Tak świetna obsada, czarno-białe zdjęcia, podłoże historyczne i miłość w tle, naprawdę rozbudziły moją ciekawość i głód. Głód czegoś dobrego. Wiele nagród na festiwalach jeszcze tym bardziej głód ten podsycało.

Ja nie wiem, czasami sobie myślę, że oglądanie bardzo wielu filmów zabiło we mnie łatwość zachwytu. Jako 20latka płakałam wiele godzin po wyjściu z kina z „Tytanika”, jako 30tka płakałam trochę na „Casabance”, wątki trudnych miłości zawsze mnie poruszały i do mnie przemawiamy, bo doskonale wiem, że znalezienie TEJ MIŁOŚCI i jeszcze bycie z nią przez całe życie naprawdę w życiu zdarza się bardzo, bardzo, bardzo rzadko. Doskonale wiem, że czasami miłość to za mało, albo zdarza się w niewłaściwym momencie, jakby trafiło w niewłaściwe osoby komplikując im niemożliwie życie, albo stawiając między dylematami rozwiązań, z których żadne tak naprawdę nie jest dobre. Życie, kino, kino, życie, potrafią się czasami pięknie przeplatać.

Obejrzałam w końcu „Zimną wojnę”. Zauroczyły mnie zdjęcia, fantastyczne kadry i ujęcia (mistrzowskie!), muzyka, nawet wątek ludowo-folklorystyczny pięknie wpleciony. Historia Polski, Europy poszatkowanej latami 50/60 ubiegłego stulecia. Wszystko dobrze zrobione. I ta miłość i wszystko obok i wokoło.

Tylko film się skończył a ja pozostałam z poczuciem kompletnego niedosytu i braku. Braku wszystkiego, co może dać taka historia dogłębnie. Przecież wszystko tam jest świetne. Doskonała historia, dialogi, spojrzenia i przecudowne MILCZENIE. Naprawdę nigdy w żadnym filmie milczenie nie było tak doskonałe.

A pozostał kompletny niedosyt. Nie wiem, czy to przez to, że już tyle widziałam, czy za dużo się spodziewam (ale już pisząc te słowa wiem, że nie, wiem, że ten film naprawdę mógł doprowadzić mnie do łez, ta historia mogła mnie poszarpać emocjonalnie, bo taka jest, bo ma to COŚ, ma ten potencjał, który czuło się w wielu kadrach). Tak sobie myślę, że może głównym grzechem tego filmu jest czas. Ten film jest po prostu za krótki. Ta historia jest za dobra na tak krótką ekspozycję na nasze emocje. Ten film powinien trwać 3 godziny. Dotrzeć do dna serca, osiąść tam i zakończyć się tak, jak się zakończył, ale zabierając już ten kawałek serca ze sobą. Taki mógł być. Bardzo, bardzo taki mógł być.

Niestety nie jest i bardzo tego żałuję. Mam nadzieję, że dostanie kilka Oskarów, bo powinien, ale jako widz, jako kobieta bardzo, bardzo bym chciała, żeby był dłuższy, głębszy i ponadczasowo doskonały.

Szkoda, że nie jest, ale i tak za niego dziękuję. Życzę naszym twórcom więcej śmiałości w docieraniu na dno serca widzów. Bo mają czym.

Tomaszowi Kot (za to milczenie) i Joannie Kulig (najlepsza młoda polska aktorka współczesna wg mnie), ale też pozostałym oraz autorom (szczególnie za fenomenalne zdjęcia) – dziękuję. Za niedosyt podziękowałabym, gdybym miała przy tym łzy w oczach. Tak naprawdę po prostu trochę mi żal, że akurat tak piszę i to jeszcze po długiej przerwie na blogu. Po prostu bardzo czekałam na ten film, a po obejrzeniu czuję się… jakbym dalej na niego czekała.

Może tak miało być.

Może faktycznie tak miało być?

Zdjęcie: https://plejada.pl/newsy/zimna-wojna-zobacz-zwiastun-filmu-nagrodzonego-w-cannes/vydpp66