Uważaj o czym marzysz.

Jakiś czas temu rozmawiałam sobie z kolegą o życiu. O przyszłości. Ponieważ na dziś moje życie jest dla mnie bardzo dynamiczne, funkcja managera sprzedaży, ciągły kontakt z ludźmi i to z całego świata, dziesiątki spraw dziennie, rozwiązywanie sytuacji kryzysowych itd, powodują, że myśląc o przyszłości szukam pomysłu o zupełnie innej dynamice, chociaż dzisiejsze życie bardzo kocham. Gdy byłam młoda, chciałam być artystką, albo politykiem, albo pisarzem, albo prezesem wielkiej korporacji, ale było przy tym też wiele innych pomysłów na siebie, które weryfikowałam szybko i eliminowałam je po próbach empirycznych. Idąc przez życie niektóre pomysły musiały odpaść, jak bycie politykiem, bo zbyt wiele osób ma zbyt wiele dowodów na to, że jestem popieprzona a przez to moja wiarygodność w tej roli zostałaby szybko zniszczona i to w oparach skandalu. Po co mi to? 🙂 Inne pomysły też wygasały dość naturalnie, gdy się przekonywałam, że jednak się do tego nie nadaję lub nie czuję, bo ja mam taką wadę, że jak coś robię, to robię to z pełnym zaangażowaniem, w tym emocjonalnym. Daję z siebie wszystko na maxa. No idealistka na miarę dawnych czasów. Podobno dzięki temu spełniają się moje marzenia. Ja uważam, że wszechświat mi sprzyja, gdy czegoś bardzo chcę, ale niech będzie, że to dzięki mojemu idealizmowi. Wiem na pewno, że jeśli wygram w totka, to założę fundację dla kobiet w trudnej sytuacji. Zbyt wiele kobiet, jak na to patrzę z boku nie ma odwagi żyć po swojemu i taka fundacja z pomocą psychologiczną, z jakimiś rozwiązaniami umożliwiającymi zrobienie pierwszych kroków do wyjścia z ich osobistego piekła itd jest jednym z moich marzeń, bo wiem, że życie w zgodzie z sobą i w swoim tempie jest kluczowe do spełniania się.

W każdym razie, wracając do rozmowy z kolegą, moją ostatnią myślą było, że za 20 lat, czyli gdy już kompletnie będę sobie szukała spokoju w życiu, to zostanę wróżką. Tarota mam, kłaść umiem, chociaż z 20 lat go nie ruszałam, ale wróżenie to dobry pomysł.


Kilka nocy temu miałam okropny sen. Przyśniło mi się, że zadzwoniła do mnie moja ukochana mama i zapłakana powiedziała, że bandyci zabili jednego z mężczyzn bliskich mojemu sercu. Obudziłam się poturbowana tym snem. Następnego dnia i przez 2 kolejne sen ten mnie trochę męczył, bo z jednej strony, może mógł być proroczy, a z drugiej, był nieprzyjemny (obudzona w ten sposób tęsknota za mamą, jak każda tęsknota, której niczym nie można ugasić). Ale skoro byłby proroczy, to co ja mogę zrobić? Zadzwoniłam do tego mężczyzny. Pogadaliśmy. Nie powiedziałam mu o śnie, bo to dorosły człowiek i raczej rozsądny. Po co mam próbować budzić w nim niepotrzebnie jakąś paranoję (albo wrażenie paranoi u mnie)? No ja po takim telefonie bym jedynie poczuła się niefajnie, bo co można zrobić z taką informacją? Ma przestać wychodzić z domu, zabarykadować się i czekać? Ile? Na co? No nie za bardzo.

Zostawiłam to. Po kilku dniach zrozumiałam jednak, że za nic w świecie nie chcę być wróżką. Nie chcę widzieć, wiedzieć, co się wydarzy, ani „na niby” ani naprawdę. Nie chcę dylematów, na co wpływać, na co nie i czy w ogóle mogę. Za nic w świecie nie chciałabym poczucia, czy już zupełnie jakiejś pewności, co będzie.

Nie chcę być wróżką. Odwołuję.

Na razie wracam do pomysłu bycia kiedyś pisarzem. Jednym z milionów pisarzy piszących do szuflady, ale spełniających się w tym, co robią. I tyle. Na dziś mam rozpoczęte 3 książki. Każda zupełnie inna i nie ułatwiłam sobie tym dalszego prowadzenia fabuły. Spoko. Przecież to na za 20 lat. Bez pośpiechu 🙂 Będę sobie siedzieć i grafomanić wiekopomne dzieła niedoceniane przez współczesnych, przerywając je zajęciami z tańca nowoczesnego, który do tego czasu będę ogarniała już na wyższym poziomie niż dziś. O, takie coś na przykład może być całkiem dobrym pomysłem na siebie. Zobaczymy 🙂


Ostatnio słuchałam rozmowy z jakimś psychologiem (jak znajdę link z youtube to wrzucę), który powiedział to, co ja sama sobie mówiłam już wieki temu: planowanie życia to kpina z siebie (wyraził to innymi słowami), bo żyjemy w zbyt dynamicznie zmieniających się czasach, żeby mówić o planie na życie. Co jest słuszne, to mieć… strategię na siebie. Dokładnie tak to się robi.


Wiem natomiast, że jak o czymś marzę i mogę tego od razu spróbować (nawet w obszarze hobby), to trzeba działać. Przynajmniej dość szybko wiem, czy to jest to, co mnie zassie, czy coś, co okaże się nieporozumieniem.

Hm. Czy też tak macie, że jak coś łatwo przychodzi, poprzeczka jest za nisko na samym początku, to szybko się tym nudzicie? No ja tak mam. Nic śmiesznego, ale najlepiej, gdy poziom wyzwania zaczyna się od #niemożliwe dla mnie. Jeśli mnie to jednak zaciekawiło, to mogę nad tym pracować w nieskończoność.

Nie ma co gdybać, trzeba żyć 😉

PS. Na marginesie – jestem fanką prawie każdego stylu, gatunku muzyki, ale techno jest jednym z tych, przy których dorastałam. Mam na koncie dziesiątki techno party. No kochałam to. Ale wiem też, że nie było to nigdy „technicznie” poprawne. Dziś miałam okazję pouczyć się u mistrza faktycznie ruchów techno. JA ROBOT. Pierwszy raz w życiu. Cholernie mi się podobało i uśmiechnął mnie fakt, że po 40tce pierwszy raz mam okazję spróbować robić to poprawnie i się trochę pouczyć.

I kolejny pierwszy raz na koncie. Rewelacja.

PPS. Jak kogoś interesuje tematyka snu, to polecam:

Zdjęcie: gdy powiedziałam sobie: czasami trzeba się zabawić 😉 06.2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s