Hamulec bezpieczeństwa

Kilka miesięcy temu musiałam zaciągnąć znowu hamulec bezpieczeństwa. Ten życiowy. Zapędziłam się w bardzo niebezpieczny tryb, w którym sama za sobą nie nadążałam. A wydawało mi się, że to, co się działo wcześniej, było pozytywne. Okazuje się, że nawet jak jest pozytywne, to za dużo, to niezdrowo.
Zaciągnęłam hamulec bezpieczeństwa. Musiałam się zastanowić, co jest dla mnie naprawdę najważniejsze i na czym się chcę skupić, bo na wszystkim, co bym chciała to się nie da.
Taka dygresja: Czasami znajomi mówią mi, że łatwo mi się mówi o slow life, zwalnianiu, porządkowaniu i równowadze (albo chociaż jej szukaniu, co przecież wymaga czasu, a tego przecież wszystkim brakuje najbardziej), bo nie mam dzieci. No nic bardziej mylnego. Z mojej perspektywy, to właśnie przy dzieciach łatwiej jest się ogarnąć, bo trzeba. A nie? 🙂 Dla mnie jedynym aksjomatem jestem ja sama. No dobrze, moi bliscy, ale nie są to jednak dzieci, za które jestem odpowiedzialna.
Więc takie przepychanki, komu łatwiej czy trudniej żyć ew. slow, są… bez sensu. Jedyne co ma sens, to zatrzymać się i pomyśleć.
A do tego służy właśnie hamulec bezpieczeństwa.
Zdjęcie zrobiłam w jednej z podróży. Chyba w Pendolino. I chyba w marcu. I już na pewno od tamtej pory czekałam sobie na tę notkę. Powoli. W swoim własnym tempie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s