Potencjał – nie pier…l, idź.

Magiczne słowo.  Potencjał, to dobre słowo na rozpoczęcie roku.

Robiąc listę marzeń zawsze się uśmiecham, bo łączę na niej skrajności.

Próbuję w życiu spełniać wszystko, co mnie wciąga, zrealizować jakoś każdą pasję, która mnie drąży od środka. Każde „tak bardzo chcę”. Doskonałe jest to, że świat pomaga mi się to spełnienia tych marzeń zbliżać i doprowadza do punktu w którym mówi „teraz Ty, od tego miejsca musisz już działać sama. Możesz.  Dajesz”.

Tak mam z trafianiem na ludzi, w miejsca i czas. Oczywiście bardzo to doceniam, chociaż niejednokrotnie doprowadza mnie to do stanu przedzawałowego, bo wychodzenie ze strefy komfortu mało komu przychodzi z bezrefleksyjną lekkością. Chyba. W każdym razie mi nie. W takich momentach bezcenny jest mój mąż (w tym miejscu przypomina mi się nasz wypad do Zakopanego, akurat mieliśmy wejść do Jaskini Mroźnej. Byliśmy pierwsi w kolejce i moment przed wejściem ogarnęła mnie panika, bo to też trzeba zaznaczyć, że w tamtym miejscu wejścia nie ma za bardzo odwrotu. Więc na myśl o wejściu do jaskini, przeciskaniu się między jakimiś szczelinami w górze… Powiedziałam „dobra kochanie, było cudownie, to ja już podziękuję”, wówczas mój szanowny małżonek spojrzał na mnie z politowaniem pomieszanym z pogardą i rzekł półszeptem „Nie pierdol. Idź”. No i weszłam. I było genialnie, chociaż nie wiem, czy na trzeźwo chciałabym to powtórzyć).

W każdym razie tak mam. Uwielbiam wyzwania, nowe pomysły, miejsca, przeżycia, przeżywać coś kompletnie nieznanego, jednak często wiąże się to z momentem TUŻ PRZED realizacją „dobra, to ja jednak może jednak lepiej nie”. Wówczas wsparcie kogoś kto „popchnie słowem” jest po prostu bezcenne, bo potem już muszę znosić tylko euforię „po”.

Fajnie, bo gdy mam taki moment, to zawsze jest obok ktoś, kto mniej lub bardziej świadomie mnie motywuje i inspiruje. Lgnę do takich ludzi, jak ćma do światła. Unikam natomiast ludzi, którzy widzą życie głównie w negatywie. Nie mam siły i talentu, albo daru, żeby być obok nich. Są tacy, którzy ten dar mają i chwała im za to. Mają do tego potencjał. Ja niestety tylko umiem wspierać kogoś, kto mimo lęku jednak chce i działa, a nie buduje muru wymówek i powodów, dlaczego „nie”. Jakoś nie za bardzo wiem, po co się na takich sprawach w ogóle skupiać i się nad nimi rozwodzić. Ja np. nie umiem pływać i nie truję, że chciałabym się nauczyć i jaka szkoda, że nie umiem. Bez sensu. Jak by mi na tym naprawdę zależało, to nie jest to wyprawa w Himalaje i znalazłby sie sposób, żeby to ogarnąć. Podobnie mam ze sportami zimowymi. Nie są dla mnie  i każdemu fanowi, który się dziwi, mówię, żeby się cieszył, bo gdybyśmy wszyscy byli pasjonatami tego samego, to by się żyć nie dało, szczególnie na pełnych stokach 🙂

Ale czemu o tym wszystkim piszę? Nie wiem. Może Bóg tak chciał 🙂

Gdy byłam dzieckiem interesował mnie sryliard rzeczy. Chciałam i próbowałam wszystkiego. Niestety we wszystkim byłam względnie dobra. Dobrze rysowałam, dobrze pisałam opowiadania (chociaż nauczycielka krytykowała mnie czasami za zbytnią wyobraźnię), dobrze śpiewałam i tańczyłam (ba, wyżywałam się w zespołach i chórach dziecięcych), dobrze grałam w siatkę, dobrze biegałam, dobrze się uczyłam, dobrze wchodziło mi się na drzewa, dobrze zajmowałam się braćmi i lubiłam gotować, dobrze grało mi się w piłkę, dobrze mi się rozmawiało z ludźmi, dobrze mi się robiło na drutach i lutowało witraże, albo rzeźbiło w glinie, dobrze mi się uczyło i zgłębiało tajniki różnych dziedzin nauki. Wszystko robiło mi się dobrze i wszystko lubiłam. Miałam tak zwany potencjał. Szłam sobie przez życie  w dziecięcym przekonaniu, że będę robić wszystko, co tylko sobie wymyślę. A wymyślałam rzeczy skrajnie się wykluczające. Nie chwalę się, bo rzecz w tym, że bycie „dobrą” jest niebezpieczne. Przez to nie mogłam się zdecydować, co bym chciała robić. A żeby się w czymś wyspecjalizować, to trzeba jednak trochę się określić i skupić uwagę na tym. Praktyka czyni mistrza. Szłam przez życie z tym moim potencjałem, ale potem zaczęło się coś psuć. Życie. A to zdrowie, a to relacje, a to inne komplikacje i zdarzenia losowe odsuwały mnie od możliwości realizacji tego, w czym miałam potencjał, a tym samym od moich marzeń. Więc szukałam coś innego. Pojawiło się „mierz siły na zamiary”. W tym akurat nigdy nie byłam dobra, bo po prostu chciałam i chcę przeżyć życie jak najpełniej. Często doprowadzało mnie to do wyczerpania. Trochę zatrzymało mnie slow life, aż poznałam korzenie – slow life nie jest niczym innym jak transformacją myśli buddyjskich –  ma wpisany minimalizm i świadome wybory. Mocno się staram trzymać równowagę między działaniem a odpoczynkiem. Praca nad sobą doprowadziła w końcu do tego, żeby czas relaksu nie był traktowany jak stracony. Pozostaje go mniej na działanie, ale równowaga między skrajnościami to dla mnie podstawa.

Czy myślałam, że będę tu gdzie jestem, gdy miałam 20 lat? Nie. Absolutnie. Może dlatego, że ówczesna wyobraźnia nie potrafiła tego w ogóle narysować. To niesamowite, ale spełnia się jednak najważniejsze, co zawsze mnie prowadziło: miłość, wolność i poczucie spełniania się oraz sensu w tym, co robię. I kompletnie nie wiem, co będzie dalej i bardzo mnie to cieszy. Wiem tylko, że chcę przejść przez to jak najpełniej i doceniać to, że marzenia się spełniają.

No dobrze, a co z potencjałem? Do czego tak naprawdę ma doprowadzić?

Po co nam tak naprawdę poczucie potencjału i realizowanie go? Wg mnie do jednego: do poczucia sensu tego co robimy i co równie ważne, żeby to szalenie lubić (nawet jeśli wiąże się z bólem czy wyrzeczeniami, jak np. w sporcie czy innych pasjach). Nie ma znaczenia, czy jesteśmy lekarzem, nauczycielem, blogerem, menadżerem, piosenkarką czy pracujemy w sklepie, na budowie, czy kopiemy doły, nie ma znaczenia, czy zajmujemy się wychowywaniem dzieci, gotowaniem, sprzątaniem. To naprawdę nie ma większego znaczenia. Ważne jest, żebyśmy czuli to, żebyśmy lubili to robić i żebyśmy robili to z poczuciem sensu. Potencjał ma nam to po prostu umożliwiać. Jeśli do tego pozwala łączyć skrajności, czuć pasję (na taką skalę, jaka nam jest potrzebna) w kilku dziedzinach i zasypiać w poczuciu sensu, to naprawdę wystarczy.

Do czego zmierzam?

Zależy w jakim punkcie życia jesteśmy, ale wiem, że chyba najważniejsze jest nie zgubić po drodze tego potencjału, który w sobie mamy. Jeśli mieliśmy to jako dziecko, to po prostu niech to niesie się dalej z nami, jeśli przyszło później, to też dobrze, jeśli nie przyszło nigdy? A czy można nie mieć potencjału do niczego? Nie wiem. Nie jestem naukowcem, ale wg mnie każdy ma. Każdy ma potencjał do czegoś. Naprawdę nie musi to być nic wiekopomnego dla ludzkości, ale na pewno może być dające satysfakcję szaloną nam samym. TO JEST NAJWAŻNIEJSZE.

Takiego poczucia sensu i spełniania się, wykorzystywania własnego i niepowtarzalnego potencjału życzę każdemu z nas. I bardzo proszę: nie ograniczajcie się tym, że się nie da, nie wypada, a co ludzie powiedzą, a jestem za stary, za niski, za głupi czy za bardzo coś tam. Nie budujcie niepotrzebnych ograniczeń, ale też nie ograniczajcie się ze strachu przed porażką, czy niezrozumieniem. A w razie wątpliwości miejcie obok kogoś, kto powie „idź, nie pierdol” 🙂

Lista marzeń jest tylko po to, żeby nie zapomnieć marzyć, nawet jeśli widząc pomysł w danym momencie nie mamy zielonego pojęcia, jak to by się miało niby zacząć spełniać. To magia życia, ale to działa. Naprawdę. I to prawda, że to nasz własny potencjał nas niesie do odpowiednich rozwiązań, pomysłów, ludzi. A tego to chyba każdy doświadczył chociaż raz  🙂

Podsumowanie:  jeśli specjalizujemy się w jednej dziedzinie, to super, jeśli jednak łączymy w sobie zainteresowanie i pasję do różnych rzeczy i to skrajnych, to tym lepiej. Szersze spojrzenie zawsze będzie lepsze niż wąskie (bo szersze spojrzenie zawiera w sobie spojrzenie wąskie, if you know what I mean). Ja przynajmniej jestem dowodem na to, że można stać się ekspertem  w czymś, co się samodzielnie wykreowało. Zawodowo łączę w sobie pasję do ludzi, psychologii, sprzedaży, psychologii sprzedaży, marketing, social media, miłość do języków obcych i nowoczesnych technologii oraz futurologii. Tak naprawdę do wielu jeszcze innych dziedzin, nie tylko nauki, ale dzięki temu zawsze z ludźmi z całego świata znajdę wspólny temat, do biologii, przez fizykę kwantową, świat zwierząt, antropologię czy filozofię, albo religie świata po modę czy malarstwo. To pozwala mi realizować się zawodowo i podobno jestem naprawdę dobra w tym, co robię, albo nawet świetna. Być może. To jest jednak skutek tego, że nie weszłam w żadne ramy. Nie umiałam wybrać. I bardzo dobrze, bo dzięki temu trafiłam też w środowisko, które to we mnie ceni. Dzięki temu, że nie skupiam się na ograniczeniach, mogę z całą siłą realizować to, co  mogę, co los mi też podsuwa z listy marzeń do realizacji. Potencjał? To tak naprawdę nieograniczanie się, gdy los stawia nas przed możliwością działania i mówi „idź”.

Kurcze, mi na początek roku powiedział to w kilku sprawach. Ogarniam jak mogę, ale generalnie szczerze mówiąc jestem zaskoczona, że to się zadziało tak szybko i „tak po prostu”.

 

PS. Miałam tę notkę dokończyć na początku stycznia, a nawet jeszcze w grudniu, gdy po raz 12 aktualizowałam listę marzeń (po niej chyba najlepiej widzę, jak się wszystko zmienia od tych 12 lat) , ale zassało mnie spełnianie marzeń, a przynajmniej wstęp. Wolę kuć żelazo póki gorące, a co z tego wyniknie? No sama jestem ciekawa. Przyznaję, że wyjście ze strefy komfortu było z mocnym uderzeniem i nawet siniakami, co dowodzi jedynie, że jak się spełnia pasja, to skutki uboczne stają się zupełnie nieistotne. Plany są takie, że jak o nich myślę, to się muszę napić. Ale nic to. Niech się dzieje 🙂

A jak tam u Was? Realizujecie to, do czego mieliście i macie potencjał, czy życie biegnie akurat zupełnie inaczej?

 

Zdjęcie: Plaża Gdańsk  2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s