Myślami przy: Gwiezdne Wojny, Ostatni Jedi.

Gwiezdne Wojny.  Idą przez kino tłumy. I ja z M.

UWAGA!  SPOJLER!. NIE WCHODŹ, JEŚLI NIE CHCESZ ZEPSUĆ SOBIE OGLĄDANIA BEZ SUGESTII INTERPRETACJI.

Nie jestem fanem Gwiezdnych Wojen. Tzn podoba mi się ta seria i fabuła (pi-razy-oko) i wszystko razem, ale nie umiałabym tego streścić z postaciami i wątkami pobocznymi. A to czyni ze mnie niefana w oczach prawdziwych fanów. Fanem jest mój mąż i nawet kilka razy mi rozrysował rozpisał ktozkimcoidlaczego. Niestety jego lekcje poszły na marne.  Chociaż muszę przyznać, że przez jakiś czas nawet pamiętałam co i jak. Było, minęło i więcej nie chcę. Nie muszę ogarniać wszystkiego.

Co jednak budzi moje zastanowienie w nowym filmie?

Wg ogólnego zarysu Gwiezdne Wojny to walka dobra ze złem. Wszyscy wiedzą, kto jest jaki.  „Ostatni Jedi” jest jednak częścią, która mnie osobiście zostawiła z kilkoma wątpliwościami, bardziej tego, czym skutkują niektóre działania.  W tej części zrobiono to naprawdę fenomenalnie.

  1. Mój absolutny faworyt:  Skywalker i Kylo.

Cudownie widzimy, co się stało, gdy Skywalker zwątpił w Kylo, gdy ten był na rozdrożu. Dramatyczny przebieg sytuacji i niezrozumienia. I słabości. I tak sobie myślę, że to jest takie cholernie trudne, bo my wszyscy oczekujemy, że ktoś tam w nas wierzyć ma zawsze i bezwarunkowo i nie zwątpi, gdy zaczynamy błądzić. A nawet jeśli zwątpi, to nie będzie chciał nas zabić na wszelki wypadek.  Żarty żartami, ale to takie życiowo smutne trochę było. Czy gdyby Skywalker nie zwątpił, nie zawahał się i nie zamierzył, to Kylo by nie przeszedł na ciemną stronę mocy? Nie wiemy tego. Tego się nigdy nie wie. Ale szansa pewnie była większa. Tak się zastanawiam, czy ja w kogokolwiek wierzę tak bezwarunkowo? Czy ktoś tak wierzy we mnie? Chciałabym, bo to pozwala wywalać się i błądzić i po prostu wiedzieć, że ktoś to  zaakceptuje. Luksus.

  1. Druga sprawa: Rey i Kylo.

Ona w niego chce wierzyć. Gdy on podejmuje tak trudną decyzję i zabija swojego mistrza, a potem proponuje jej, żeby stworzyli nowy porządek razem, to ona się wycofuje. Takie to życiowe. Wierzę w ciebie i wiem, że możesz dać radę, ale na moich zasadach. Przyznam, że w tym miejscu mocno się zawiesiłam, bo Rey pokazała, że też w niego nie wierzy. To znaczy niby wierzy, ale nie do końca.  Oczekiwała natomiast natychmiastowej zmiany z jego strony. Twórcom umyka tu dość kluczowa sprawa: zmiana to proces. Tak, rozumiem, że w jednym filmie i tak by tego nie ujęli, ale można był otworzyć furtkę. Rey mogła z nim zostać i pomóc mu popracować nad zmianą, nad nowym porządkiem, ale wg zupełnie innych zasad. Poddała się. To chyba rzadko działa „zmień się i wtedy dopiero pogadamy”. Przecież widać było, że dla niego rozmowy z nią były właśnie tym zapalnikiem. I co? No wyszło jak wyszło. Akcja musi iść dalej a film musi mieć swój czarny charakter, a zło i dobro muszą ze sobą współistnieć.

  1. Złodziej.
    DJ powiedział jedyną słuszną rzecz: nie ma dobrych i złych. Zależy, na kogo się patrzy i czym to skutkuje. Owszem, rozumiem, że poniekąd Gwiezdne Wojny oddają nastrój demokracji i dyktatury, ale to, kto jest dobry a kto zły, zależy już wyłączone od punktu widzenia. Jak wiemy ze świata, jest mnóstwo ludzi, którzy kochają być pod dyktaturą, im to odpowiada. Uwielbiają, gdy ktoś decyduje za nich. Pewnie, że dla mnie np. to absurdalne na tak skalę, bo wolność, wolność wyborów itd są dla mnie szalenie ważne, ale czy jeśli komuś pasuje, że ma nad sobą władzę, która mówi mu jak żyć, to jest ode mnie gorszy? Głupszy? Nienormalny? Niekoniecznie. Mamy wszyscy cholernie różne potrzeby. Dobrzy i źli to są w filmach.
  2. Nie, nie interesuje mnie, kim są rodzice Rey. Mam to w pompie. To już zagwozdka i wielkie niedomówienie dręczące fanów.

 

 

To co mnie dogłębnie ucieszyło: W „Ostatnim Jedi” pojawiły się wątki, które zastosowałam w swojej książce, którą piszę po nocach i w każdej wolnej chwili. Jak to zobaczyłam, to sobie pomyślałam, że wielkie umysły myślą podobnie. Jednak twórcy Gwiezdnych Wojen też (huehue) mają głowy nie od parady. Już na poważniej, faktycznie tak jest z tymi trochę wspólnymi wątkami, ale tak sobie pomyślałam, że coś musi być na rzeczy, że podobne wątki krążą we wszechświecie i myślach w tym samym czasie. Może myślimy życzeniowo. Świat się zmienia. Zapisuję to tu jednak przede wszystkim dlatego, żeby sprawdzić, co z tym będzie za ok. rok, bo tyle czasu sobie dałam na napisanie książki, przynajmniej grubego zarysu. Książki, przez mojego męża już nazwanej gniotem stulecia. Cudownie. Przy takim podejściu mogę go jedynie pozytywnie zaskoczyć 😉 Zobaczymy. Ja sobie ją piszę, a jak już mnie niektórzy znają, są rzeczy, które robię wyłącznie dla przyjemności, z blogowaniem włącznie. Książka to wątek z którym żyję od zawsze i prawdopodobnie to podejście niesione jest na odpowiednich skrzydłach weny i flow. Się okaże 😉

 

Zdjęcie: gadżet fana, i to oczywiście  nie mój, chociaż jest świetny 🙂

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s