Dlaczego kobiety kochają drani?

Można zastąpić pytaniem: dlaczego mężczyźni kochają idiotki, albo dlaczego kochają zołzy?

Gdy byłam młodziutką dziewczyną babcia (bardzo mądra i życiowa kobieta) nauczyła mnie jak postępować wobec mężczyzn. Zasad było kilka i bardzo jasnych.

Te proste zasady pomagały mi iść przez życie. Właściwie uważam, że mimo zmieniającego się świata, wcale się nie zmieniły, chociaż wiem doskonale, że wiele osób zakrzyknie w sprzeciwie. W nosie to mam, bo wiem swoje 🙂

Wracając do pytania: dlaczego kobiety kochają drani, od razu odpowiem, że  to jest całkiem oczywiste i nie ma się głupio zastanawiać. Ważniejsze jest, dlaczego uparcie ich tak nazywają, a ponad to, próbują ich usidlić, zmienić, udomowić i stworzyć na swoje widzi mi się. Odrobina instynktu samozachowawczego powinna każdej kobiecie mówić: z nim się tak nie da. Idź dalej. Szukaj pluszowego misia a tego zostaw w spokoju. To takie elementarne rozpoznawanie natury ludzi. Podsumowując, nie zgadzam się na określanie takich facetów draniami. Tzn. takich, którzy: „zostawił, mimo, że go tak kocham”, „w czym tamta jest lepsza ode mnie?”, „co mam jeszcze zrobić, żeby chciał ze mną być”. Yessu, jeśli kobieta zadaje sobie takie pytania a do tego słucha piosenek o tym (to jest prawdziwa masakra!), to naprawdę poszłabym się napić z każdym facetem, który ma umiejętność odejścia od takiej kobiety. Dlaczego? Bo draniami są faceci, którzy mają alergię na brak elementarnej godności u kobiety. Godności, która sprowadza się do tego, że facet robi co chce z jej godnością, a ona nie robi z tym nic poza zrzędzeniem i użalaniem się nad sobą. Tak, ja wiem że to wina wychowania. Trudno. Wieki upłyną, zanim to się zmieni.

W czym tak naprawdę jest rzecz? Z perspektywy kilkudziesięciu lat życia i kilkuset rozmów sądzę, że właśnie w tym zachowaniu. Przesada pojawia się z tego bycia miękką i marudnie oddaną. Nie zrozum mnie źle, każdy facet lubi opiekować się kobietą. No wielu. I to jest super. I tak ma być. I trzeba się tym cieszyć. Każdy lubi być w związku. To nie jest tak, że związki są dla nich do kitu i nie, bo nie. Owszem, wielu potrafi się zakochać i potem szybko odkochać. Nie ma w tym nic złego i idiotyzmem jest robienie z tego wady. Do miłości naprawdę trzeba czasu, ale samo zakochanie/ zauroczenie to też super sprawa. I przerażające nawet dla mnie jest założenie, że od randki do ślubu to powinna być droga prosta jak Amber 1. No nie. To by było straszne (dla ludzi określanych jako dranie), albo dla mnie. Desperacka gotowość do związku na pełną parę bywa naprawdę przerażająca i zniechęcająca. I zdarza się i kobietom i mężczyznom. I o ile trafia na dwie osoby, które mają tak i tak im zostaje, to super. Brawo dla was. Ale to nadal powalający odsetek wyjątków. Z reguły okres tańca godowego, zmian zdania po setki razy trwa. No trwa. Może się zdarzyć. I na litość bogów, nie robi to z nikogo drania ani idiotki. Ja wiem, że naiwność jest trudną cechą, ale z niej też można wyjść. Nawet trzeba.

Czasami jak słyszę skomlenie dziewczyn o uwagę, czy uczucia, to naprawdę mi ich trochę szkoda. Tylko trochę, bo to ich wybór. Czasami gdy to samo widzę u chłopaków, to rozumiem, że mają przechlapane, bo to ich działka, ale też powinni umieć rozpoznać, czy coś rokuje, czy lepiej odpuścić. W takich sytuacjach karmienie się złudzeniami jest kompletnie wyborem. Samookaleczającym.

Wg norm, draniem jest facet, który „uwodzi i rzuca”. Idiotką jest kobieta, która skomle o uczucia i uwagę kogoś, kto jej tego dać nie chce. Zołzy, to wiadomo: kobiety, które wiedzą czego nie chcą (bo to, że chcemy wszystkiego, to wiadomo). Głupie suki to od zawsze te, które dają kosza. Wiadomo. Tak jak świat światem może już by zostawić te obelgi.

Wg mnie, z czym nie powinno być dyskusji, draniem jest partner, który krzywdzi, chociaż wie, że druga osoba nie umie, nie ma siły bądź odwagi odejść i jej w tym nie pomoże patrząc jak się wyniszcza. I tu płeć nie ma znaczenia, bo zadręczać można się w dowolnych kombinacjach. Oczywiście wyjściem jest jeszcze przestać krzywdzić. Załóżmy happy end oczywiście też.

Patrząc w ten sposób, widać, że prawdziwych drani to nie ma wcale tak dużo. Więcej jest odpowiedników zołz, ponieważ oni są często zbyt mili, żeby powiedzieć kobiecie: odpuść. Zołzy też tego nie mówią, tylko wysłuchują, że są zmienne, bawią się itd. Nie. Ani faceci się nie bawią, ani kobiety. To, że nie do końca wiedzą, co czują, a na pewno nie jest to to, czego chce druga strona, nie robi z nich drani.

Myślę, że wszystko sprowadza się naprawdę do rozpoznawania tego, czego oczekujemy od związku, relacji. Nie od drugiego człowieka. Od związku, czy relacji. Człowiek niech sobie będzie jaki chce,  niech będzie sobą. To jest to miejsce rozdroża w kwestii dobierania się. Bo jeśli facet jest wolnym duchem, to powinien być z kobietą, która kompletnie z tego nie robi problemu, bo może np. też taka jest. Jeśli ktoś jest maminsynkiem, to powinien mieć kobietę, która mu mówi, jak ma żyć (co jeść, jak się ubierać, co myśleć itd), jeśli ktoś jest wrażliwym romantykiem, to powinien trafić na kobietę, która to doceni i pokocha jego wiersze i tak dalej, albo ważne, czy się ma wspólne pasje, czy nie, czy się totalnie akceptuje odmienność czy to przeszkadza itd.  Tak naprawdę nie ma przecież jednego klucza, ale trzeba dawać sobie czas, żeby uczciwie przed sobą i tą drugą osobą decydować. Tak, zmiany zdania są możliwe i jeśli się pojawiają, to są wskazane. Trudno. Wiem, że wiele osób uważa, że słowo to słowo i nie ma zmiłuj, jak się mówi A, to trzeba powiedzieć B, jak się coś zrobiło to oczywistą konsekwencją powinno być coś tam. No nie. Ja się z tymi zasadami nie zgadzam.

Ten dobór naprawdę jest najważniejszym miejscem decyzji i kurcze, nie ma się co wyzywać, gdy zaczyna się rozjeżdżać. To jest niefajne dla obojga. Poznałam w życiu wielu facetów, którzy odbierani byli jako dranie. Kompletnie się z tym nie zgadzałam, właśnie z tego względu, który opisałam powyżej. Oni nie krzywdzili. Oni zostawiali wybór i sobie i kobiecie. Przykład taki dość stereotypowy: facet poznaje dziewczynę. Ona się zakochuje, on jest mocno zauroczony. Wchodzą błyskawicznie w fazę głębokiej konsumpcji i komunikacji, w pierwszym tygodniu pada wiele głębokich i ważnych słów, które pięknie brzmią. Aż on któregoś dnia się budzi i widzi, że nie czuje tego, co jeszcze wczoraj wieczorem. No i zostawia sprawę, bo chce się temu przyjrzeć. Ona zaczyna szaleńczy taniec „o co chodzi?”. Smsy, telefony, co tam jeszcze technologia dała. On zaczyna się czuć z tym źle i znowu się z nią umawia. Kończy się jak ostatnio. Przez chwilę trwa dalej. On znowu któregoś dnia się budzi i czuje, że nie chce tego ciągnąć. Ona znowu walczy. Koło toczy się przez jakiś czas. A nie dajcie bogowie, że on w tzw. między czasie poznaje inną kobietę, która budzi w nim zauroczenie potworne. A tamtej przecież nie chce ranić i jej rzucić. Dramat. Nie, nie drań. Kobieta powinna była wiedzieć, żeby nic nie robić, w miejscu, które pogrubiłam. Ba, powinna zająć się swoim życiem i nie żyć w pełnej gotowości do jego powrotu. Gdy on się odezwie po jakiś czasie to oczywiście, na spokojnie można się zastanowić nad spotkaniem.  Ale bez szaleństwa pt „zaraz będę na dole”, tylko raczej „ok, kochanie, zadzwoń w czwartek, przyszły”. Jezu, kobiety szanujcie się. Facetom wolno więcej, ktoś powie, bo gdy kobieta się tak zachowuje to jest potworem. Nie. To działa w obie strony. Pasja, zakochanie, feromony, wielkie słowa i obietnice wszystko fajnie i pięknie, ale to nie jest żadna baza.

Wiecie te wszystkie poradniki „nie baw się jego/ jej uczuciami”, graj jasno, stawiaj jasno sprawy od początku, to jakiś koszmar. Owszem, nie ukrywać, że się jest w związku, albo w małżeństwie i w domu czeka 3 dzieci. Ale poważnie, jeśli się jest singlem, to właśnie te wszystkie gierki, niedomówienia, to, co intryguje i czasami doprowadza do pasji, jest smakiem życia. To, że prawie każdy chciałby być w fajnym, udanym związku nie jest tajemnicą. To ludzkie i normalne. Ale desperacja, determinacja i nuda oczywistości od początku działają na mnóstwo ludzi szalenie zniechęcająco. Bo wbrew pozorom mało kto widzi związek jak klatkę, więzienie i mus. Lepiej wyjść z założenia, że to ma być coś, w czym być się chce, bo mamy wybór. Mimo obrączki czy słów.

Lepiej się nie zmuszać wzajemnie do niczego. I zobaczyć, co będzie.

 

PS. Ale tych kawałków „w czym ona jest lepsza ode mnie” to powinni w radio zakazać. Serio 🙂 Bo ja sama sobie dopowiadam w myślach „pewnie tak nie zrzędzi”.

Pewnie nie jedna osoba czytając ten test powie, że co ja tam wiem, sytuacje są różne, nie znam wszystkich detali, to nie jest tak, to skomplikowane. No jasne.

I każdy wie swoje 🙂

A ja dalej będę uważać, że wyzywanie ludzi tylko dlatego, że nie chcą tkwić w czymś, do czego nie mają przekonania jest głupie, tak jak budowanie życia na dwóch upojnych miesiącach spędzonych razem i morzu pretensji, gdy tak nie wychodzi. Że on/a/ mogła się na to nie decydować? No spoko. Ty też nie, osoba czująca się pokrzywdzoną. Prawda? 😉

Ludzie tak słabo cieszą się życiem i robią problem z rzeczy, z których należy się cieszyć.

 

PPS. Gdy pojawi się miłość, która ma trwać długo, dłużej, na zawsze (?) to nawet jak się będzie chciało od niej uciec, to się nie uda. Zapewniam. A potem już się kręci w tym niedowierzaniu każdego dnia. Tylko dać sobie szansę. Bez szarpania się z kimś, kto tego nie czuje, albo nie chce. Serio, nic na siłę. A będzie dobrze. 
Jakie są zasady?

Złota 5:

  1. szanuj się
  2. szanuj ich
  3. nie oceniaj pochopnie
  4. nie decyduj pochopnie
  5. nigdy nie uganiaj się za chłopakiem

 

PPS. Wielu rzekomych drani, czy zołz, gdy trafi na swojego, to stają się cudownymi partnerami czy małżonkami. Magia nienarzuconego doboru i dobrowolnego wyboru.

 

Zdjęcie: Fahrenheit na Długiej, Gdańsk 11.2017

 

 

 

3 myśli na temat “Dlaczego kobiety kochają drani?

  1. Wiadomo, że wszystko co złe i zakazane kusi najbardziej, ale niekoniecznie to potwierdza się w związkach. Znam jednak wiele nieszczęśliwych kobiet, które robią dokładnie to, o czym wspomniałaś we wpisie – dla mnie to masochizm w czystej postaci. Szczególnie mówię o tych dojrzalszych – wiem, że mnie rani, ale i tak będę za nim biegać i oferować swoją miłość…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Owszem, moja babcia też zbliżone rady dawała, też się posłuchałam i mam się z tym dobrze, nie narzekam.
    Niemniej:
    Draniem nazwę faceta tkwiącego w poważnym związku, np małżeństwo z x-letnim stażem + dziatwa, który zaczyna się zastanawiać, łapie kochanicę, kochanicy wciska, że z żoną nie śpi i chodzi o wspólny kredyt, a żonie wciska kwiaty. Drań.Że kochanica się nie ogarnia? Młoda, naiwna, zakochana? Że żona go nie pogoni? Dzieci, kredyt, takie piękne wspólne chwile kiedyś razem?
    Mężczyźni są na uprzywilejowanej pozycji i korzystają z tego, stąd potem piosenki w radiu. Owszem, głupie. Śmieszne do przesady. Ale skądś się biorą.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s