Po czym poznać, że ktoś jest w nas zakochany?

Zakochanie, zainteresowanie, odczytywanie, ocenianie. Długo czekałam na odpowiedni zapalnik, bo tło znalazłam już w maju w postaci poniższego zestawienia:

http://www.polityka.pl/galerie/1705662,1,po-czym-poznac-ze-ktos-jest-w-nas-zakochany.read

To wszystko oczywiście może być prawdą, ale w zdecydowanej większości przypadków nie jest. Dlaczego?

Ano dlatego, że bardzo często, ba, przeważnie pochopnie szufladkujemy nasze emocje i relacje.

No cóż. W tym względzie pomocne jest to, co jest pomocne w każdej dziedzinie – odpowiednie założenie, punkt odniesienia.

Co jest niewłaściwego w odczytywaniu przytoczonych zachowań, gestów, jako objawów zakochania? Przykładowo odniosę się do kilku z tych punktów z artykułu:

  1. krótszy dystans fizyczny. – nie wiem. ja tam lubię zbliżać się do ludzi, których lubię. nie jestem w nich zakochana.
  2. spoglądanie w swoim kierunku – no tak. jak na kogoś zerkam, to na pewno się podkochuję. Ej, ktoś tak serio myśli? 🙂
  3. kontakt bez przyczyny – zawsze jest jakaś przyczyna. ale nawet jeśli to jakieś zwykłe zaczepianie – tak robią ludzie, którzy się lubią
  4. uśmiech – no. tak. oczywiście. kocham wszystkich ludzi, do których się uśmiecham. czy to zakochanie? Wątpię.
  5. ciepło i oschłość na przemian. – a słyszał ktoś o PMS i wahaniach nastroju? W przyjaźni też tak bywa.
  6. częste spotkania – czy dotyczy ludzi, którzy razem pracują? Bo jeśli nie, to może jednak dotyczy ludzi, którzy się lubią? Lubią. Punkt. Nie „a może i coś więcej”.
  7. zainteresowanie twoimi przyjaciółmi – jeśli wykluczymy już wścibskość, to zostawmy to w obszarze zwykłej sympatii. to, że idę do kina z przyjaciółką i ktoś o tym chce słuchać, to nie jest dla mnie dowód, że się we mnie kocha.
  8. zmiany planów – hm, jeśli mam coś zaplanowane, a ktoś mi coś proponuje, co się okazuje ciekawsze i zmienię plan na rzecz nowego, to pokazuję komuś, że jestem zakochana? No tak. Mhm. No jednak nie.
  9. pozwól się zlokalizować. – to normalne wśród ludzi, którzy się lubią. albo chociaż szanują.

Żaden z tych punktów nie świadczy o zakochaniu wg mnie. Wyłącznie o sympatii. To nie jest logiczne: A =B, to B = A.

Ludzie robią sobie krzywdę nadinterpretując takim wnioskowaniem. Oczywiście, niektóre z zachowań są często stygmatyzowane przyczyno-skutkowością: idziesz z mężczyzną na kolację = randka = on może spodziewać się zakończenia wieczoru nocą ze śniadaniem. Może tak myśleć. Pewnie. Nikt mu nie zabrania. Tylko czy powinien się czuć zawiedziony, w razie, gdy kobieta po kolacji chce wrócić do domu bez nawet buziaka? No ale tak poważnie. Bo na jakiej podstawie? Bo tak się często dzieje? To żaden powód. To nie jest umowa, zawierana na określonych warunkach. Jeśli nie precyzujemy, nie artykułujemy naszych oczekiwań czy założeń, to nadinterpretacją jest rozczarowanie, gdy nie są spełnione przez drugą stronę.

Nie wiem, tak się zastanawiam, co bym zrobiła, gdybym zakochała się w kimś, z kim mi się doskonale rozmawia, a kto nie wysyła żadnych innych komunikatów, że on też coś czuje ponad sympatię. Hm. NIC. Czas sam rozwiązuje takie sprawy. Jeśli więc zastanawiamy się, czy ktoś się w nas kocha… Poczekajmy. To się samo wyjaśni.

Warto umieć też nazwać coś po prostu fascynacją – gdy poznaje się mężczyzn czy kobiety, którzy czymś szalenie imponują, a przy tym są np. też atrakcyjni fizycznie.

Sama z przyjemnością fascynuję się różnymi ludźmi i tym, jacy są i co robią. I po prostu chłonę z przyjemnością z ich energii i wiedzy oraz doświadczenia. Czy to źle? Nie sądzę. Chyba każdy lubi być doceniany i nie dam sobie wmówić, że fascynacja innymi ludźmi jest np. zdradą. To idiotyczne.

Fascynacji i sympatii nie dość nigdy i nie żałujmy sobie jej za nic.

A co zrobić, gdy się zakochujemy w nieodpowiedniej osobie i jeszcze stoimy nad wyborem wejścia z nią w jakiś związek/ relację? Wg mnie NIC. Naprawdę. Jeśli nie chcemy pakować się w bagno, z którego potem musimy długo wychodzić i się czyścić, to po prostu nic. A co znaczy nieodpowiednia osoba? Przecież sami to doskonale wiemy. A że się i tak pakujemy, to wiadomo. Ciężko jest uczuć się niektórych rzeczy na cudzych błędach. Taką mamy naturę i czasami to dobrze, bo coś, dla kogoś było błędem, dla kogoś innego może nim nie być. Nie wiem. Tu się zatrzymam, żeby nie palnąć jakiegoś banału o zagadkowości życia.


***

Wiele z zachowań, które niektóre szkoły przypisują zakochaniu stosuje się w.. biznesie. Ba, występują na co dzień. Sama doskonale się z nimi czuję w kontakcie zawodowym. To się dzieje kompletnie dwustronnie, ale nikt normalny nie odczytałby tego jako zakochania. Bo uśmiech, czy dopasowany do sytuacji żart, porozumiewawcze spojrzenie itd. Zdarzają się często. To wszystko jest bardzo wysmakowane i bez kompletnego przekraczania granic, bo ważne jest, żeby relacje budować nie tylko na szacunku, ale też zwykłej sympatii. Jeśli się z kimś dobrze rozumiemy, to też inaczej się robi interesy, rozwiązuje problemy, buduje trwałą relację. Pewnie, że biznes jest biznes, ale doskonałą szkołą jest przede wszystkim wiedzieć, że to relacje robią klimat, w jakim ten świat się kręci. Sprowadzanie odczytu zachowań do „zakochania” jest mówiąc prosto, dziecinne. Można się w podstawówce bawić w taką interpretację, ale dorośli ludzie powinni mieć jednak szersze spektrum analizy sytuacji i zachowań.

Jakiś wniosek?

Jedynym sposobem aby się dowiedzieć, czy ktoś jest w nas zakochany, to usłyszeć to od tej osoby. Wszystko inne to domniemania. Naprawdę. Jest mnóstwo ludzi, którzy będąc zakochanymi zrobią wszystko, żeby to ukryć i nikomu na świecie nawet o tym nie powiedzą. Z obiektem włącznie. I to może trwać latami. Znam takie przypadki i dowiadując się, że ktoś jest od lat zakochany byłam zaskoczona. Będąc osobą komunikatywną, kontaktową, towarzyską w jakimś stopniu, otwartą, kolegującą się z ludźmi obu płci w różnym stopniu, nie zastanawiam się kompletnie, czy jakieś moje zachowanie będzie odczytane jako zakochanie. Gdyby ktoś ze znajomych, czy przyjaciół, powiedział mi, że myśli, że się w nim kocham, bo się tak czy inaczej zachowuję, to bym się uśmiała. Szczerze.

Tak sobie myślę, że taka zero-jedynkowa interpretacja miała pewnie miejsce jeszcze 100 lat temu, ale dziś to już naprawdę archaizm. Otwartość zatarła zupełnie granice między jednoznacznością. Dokładnie te same zachowania występują w biznesie i zwykłych relacjach międzyludzkich. Nie zapominałabym też o interesowności, która w naszych czasach też bywa dość często niezdrowym motywem komplementów czy uwagi. Nie ma się w razie czego o nią obrażać. Po prostu trzeba pamiętać, że nic nie jest czarno-białe.

Tak na koniec, taka refleksja: Są ludzie, którzy zupełnie unikają tych zachowań, które bywają określane jako właśnie dowód zakochania, bojąc się właśnie posądzenia o bycie zakochanym. Powoduje to, że takie osoby są zamknięte w sobie, unikając kompletnie otwartości, nie mówiąc o flircie z życiem, poprzez przedłużone spojrzenia, puszczenie oka, uśmieszek ukradkiem, czy dotknięcie ramienia, albo kontakt z byle powodu. To niepotrzebne, głupie i ograniczające. Tacy ludzie odbierają sobie jedynie możliwość delektowania się życiem i relacjami. Szkoda życia na usztywnianie się w takich emocjach.

To wystarczy. Ważniejsze jest wg mnie, żebyśmy się wszyscy ze sobą dobrze czuli. Po prostu, bo okazji, że jest inaczej też przecież nie brakuje. Takie życie.

Więc ja proponuję, nie zastanawiać się nad pytaniami „po czym rozpoznać, czy ktoś się we mnie zakochał”. Jak się mamy dowiedzieć, to się dowiemy. Proste. A takie szablony tylko zaburzają niepotrzebne budowanie relacji, wprowadzają sztuczne bariery i usztywnienia. Po co? Lepiej fajnie żyć i mieć pozytywne relacje. Uczucia w końcu sobie znajdują drogę do ujawnienia, nieważne czy po 20 sekundach spojrzenia w oczy czy 20 latach. Tak jakoś mi się dość mocno zdaje… Co jak co, ale nadinterpretacja jest zawsze szkodliwa. Takimi pytaniami generuje się ją lawinowo. Warto myśleć, jakimi pytaniami zaprzątamy sobie głowę.

Dużo miłości, zakochania, luzu i fascynacji życzę nam wszystkim i słusznych pytań w głowie, a nade wszystko pozytywnych relacji i kompletnie unikania nadinterpretacji 🙂


Lubię ją od wieków i sobie znowu o niej przypominałam. Poniżej zamruczy dla Was:

Ale przede wszystkim i najważniejsze :

I tyle.

Zdjęcie: Siegburg, 09.2017 kobieta z psem

2 uwagi do wpisu “Po czym poznać, że ktoś jest w nas zakochany?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.