Brak planu B – na żywioł

Możliwość wyboru jest dobra. Jego pewność jeszcze lepsza.

Kiedyś pewien bloger napisał, że przyszedł moment, że postawił wszystko na blogowanie. Teraz (v)blogerzy mają łatwiej, bo ten sposób życia jest już przetarty i dość prosty. Jak ktoś łapie falę i na niej pozostaje, to nie musi już się wahać – dla agencji reklamowych i firm współpraca z blogerami nie jest już niczym nowym. Kiedyś, gdy tę decyzję podjął bloger o którym myślę, to nie było wcale oczywiste. On był jednym z pionierów podejścia do blogowania jako zawodu. O ile nie był pierwszy. Postawił wszystko na jedną kartę przy jednoczesnym braku pewności rozwoju wydarzeń. Pewien był tylko, że stawia wszystko na ten plan. Słusznie założył, że musi się skupić na jednej sprawie. Oczywiście zawodowe blogowanie to nie jest tylko pisanie notek na bloga. Jak ktoś tak myśli, to jest w błędzie. Blogowanie zawodowe to w istocie tak samo angażująca praca, jak każda inna. Ale ja nie o tym. W tym wypadku chodzi o podjęcie decyzji.

*** Inny przykład

Czasami rekruterzy zapraszają mnie do udziału w procesach rekrutacji. Można na to spojrzeć z kilku punktów. Po pierwsze, to miłe, że mnie wyłapują. Po drugie, to dziwne, że zapraszają mnie do starania się o pracę w branżach mających niewiele wspólnego z moją obecną branżą. Po trzecie, to ciekawe, że zakładają, że jestem zainteresowania szukaniem nowej pracy (bo z mojego profilu na LinkedIn nie wynika to w żaden sposób). Rozumiem to z jednego powodu – jest bowiem szkoła, która mówi, że od czasu do czasu dobrze jest pójść na rozmowę rekrutacyjną, nawet jeśli nie szuka się pracy. Po prostu dobrze jest dla siebie sprawdzić, jakie się ma szanse, a po za tym, kto wie, może dostaniemy propozycję nie do odrzucenia.

Hm. I tu jest taka kwestia, że dla mnie to tak, jakby będąc w związku co jakiś czas pójść na randkę z kimś innym. Z tych samych powodów – bo dobrze czasami się sprawdzić, a nuż do tego znajdziemy jeszcze większą miłość naszego życia.

Tak, to prawda, praca to nie związek. Jednak szukając swojego ideału trzeba wiedzieć, czego się chce. Nie da się inaczej. Istotą sprawy jest to, żeby wiedzieć kiedy… nie przedobrzyć w danym momencie życia.

Czy można wogóle przedobrzyć? Co to znaczy? Myślę, że to ma związek z docenianiem tego co mamy. Bez kompleksów, bez kompromisów większych niż zgodne z nami. Nie chodzi bynajmniej o podejście „i tak nie zasługuję na nic/ nikogo lepszego”, o to to nie!

Chodzi o to, żeby naprawdę wiedzieć co się ma, z kim się jest i dlaczego i dlaczego nie szukać nic innego w danym momencie. Czy to na dziś możliwy ideał?

Dlaczego w danym momencie?

No cóż. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego w życiu. Zdarza się jednak, że czasami nurt życia, bieg wydarzeń, rozwój nasz własny osobisty i zmiany otoczenia powodują, że przestaje nam być dobrze. Zaczyna być ciasno, zaczyna uwierać, a czasami krzywdzić. Krzywa w dół jest niezaprzeczalnie nieodwracalna. Zdarza się. I wtedy nie ma co się szczypać, iść na tę rozmowę (nawet z zupełnie innej branży) albo iść na randkę z nowopoznanym. Sprawdzić, gdzie się jest w życiu.

Tak, czasami to po prostu koniecznie, żeby nie skończyć pod mostem własnych rozczarowań i źle obstawionej pozycji. Owszem z takiego stanu się też da wyjść, ale jest to o wiele trudniejsze niż czucie swojego życia, potrzeb, pragnień w miarę na bieżąco. Gdy tak jest, to nie potrzeba żadnego planu B.

Mam starego znajomego, który czasami widzi, że się bardzo dystansuję. Robię to, potrzebuję tego, żeby sprawdzić, czy jest tak jak ma być. Bez pewnej odległości nie da się tego ocenić. Tak samo mam z przyjaźniami, czy nawet z małżeństwem, ale też rodziną. Wiedzieć, gdzie się jest w życiu. Czego się chce w danym momencie, okresie życia. Mistrzowie nawet wiedzą, dokąd zmierzają. Ja tego nie wiem. Nie mam planów długoterminowych (na dziesiątki lat). Mam marzenia. Gdybym je zmieniła w plany, jak radzą wszyscy coachowie świata, to pewnie bym inaczej żyła. Tylko że mieć plan oznacza ustawienie życia na jego realizację, prawda? A ja nie chcę się ograniczać. Wolę wiedzieć, przy tych check pointach (punktach kontrolnych), że dziś jest OK (praca, związek, relacje, ja). Wolę poczucie, że idę w dobrym kierunku. Że rozwijam się w satysfakcjonujący mnie sposób. Nie mam masterplanu na życie. Może po prostu jeszcze na niego nie trafiłam?

Na dziś wystarczy mi poczucie pewności w odniesieniu do podjętych dotychczas decyzji. To i tak dużo, chociaż pewnie niewiele patrząc na obecne podejście różnych mistrzów życia.

Jakoś nie widzę powodu, żeby się godzić na podejście, że jeśli nie wiem, co chcę robić za 10 lat, to jestem w czarnej dupie. Wolę nie wiedzieć, co dokładnie chcę robić za 10 lat, bo może, to co będę robić, będzie kumulacją moich marzeń z dziś? Tak jak to, co mam dziś, jest kumulacją moich marzeń sprzed 15-20 lat a nawet nie umiałam sobie tego wyobrazić?

Także cóż. Dla mnie brak planu B jest szalenie ważny, dopóki nie czuję potrzeby budowania go. Życie i tak zaskakuje. Brak wątpliwości na dziś to i tak wielki sukces,

bo kto wie, co przyniesie jutro… 🙂

Nie dajmy się zwariować.

Zdjęcie: Przywidz. Hobbitowe Wzgórza. 2017.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s