Jem sobie pierniki norymberdzkie by(to te najlepsze na świecie)  i myślę nad bezgranicznym tupetem decydowania za innych. Nad tą łatwością osądu i narzucania.

Pewnie obiło Wam się o uszy, jakiś czas temu, że bodajże w Kanadzie na opakowaniach leków homeopatycznych umieszczona ma być informacja,  że nie ma żadnych dowodów na to, że dany preparat działa. W sensie i domyśle – wyrzucasz kasę,  dajesz się naciągać. Frajerze.

Daleka jestem od kultywowania teorii spiskowych, niemniej walkę medycyny konwencjonalnej z tradycyjną czy alternatywną obserwuję od lat, ba doświadczyłam jej na sobie. Z różnych przyczyn. Z jednym wnioskiem: tupet medycyny konwencjonalnej można przyrównać do tupetu studenta kończącego właśnie studia. On wie wszystko,  chociaż w praktyce nie wie nic. Tudzież niewiele. Ale jego nadęcia i pewności swego nie przebije Madonna. A doświadczenie?  Praktyka?  Oj tam. No i idzie taki w świat i zderza się z rzeczywistością. O ile jeszcze w efekcie tego zderzenia koryguje podejście,  to alleluja. Jeśli jednak nie koryguje, bo błędnie myśli że Jobs też nie korygował, tylko szedł na upartego,  to już gorzej.  Gorzej jeśli w tej bucie ma decyzyjność i zaczyna szkodzić.  Tak się dzieje czasami z lekarzami.  To bardzo niebezpieczny zawód,  bo daje pozory władzy i wszechwiedzy. Wiele osób się z tym spotkało. Jest to o tyle okropne, że człowiek idący do lekarza bardzo chce wierzyć w jego mądrość. Bywa różnie.

Mądrzy lekarze, ci naprawdę mądrzy,  nie negują medycyny alternatywnej. Nie ferują wyroków,  gdy sprawa nie jest jednoznaczna jak dziura w zębie, złamanie kości, czy choroba wymagająca niemalże natychmiastowej operacji. Mądrzy lekarze nie negują natury. Nie negują wagi silnej odporności, wpływu psychiki,  czy zwykłego faktu, że czasami niektóre choroby po prostu trzeba przejść.  Przeleżeć, przespać,  pomagając organizmowi.  Z dala od antybiotyków,  które mają znaczenie przy wybranych chorobach bakteryjnych a nie byle przeziębieniu. Mądry lekarz wie, jak ważny jest sam kontakt z pacjentem i nie traktowanie go z góry czy przedmiotowo. Z tego co wiem z pierwszej ręki, niestety polskie akademie medyczne kompletnie nie nadają temu wagi. Oderwanie relacji pacjent – lekarz jest nieludzkie czasami.

Mądry lekarz naprawdę rozumie słowa „przede wszystkim nie szkodzić” i wie, że tu chodzi też o psychikę i nastawienie człowieka.  Do tego trzeba jednak mieć też odwagę,  wiedzę i właśnie mądrość.

Mądry lekarz nie ukrywa,  że nie wie.  Nie ukrywa, że nauka jeszcze bardzo raczkuje. Nauka jest bardzo młoda i ciągle więcej nie wie, niż wie. Mądry lekarz, czy praktyk leczenia ludzi czy zwierząt nie robi z siebie obiektu kultu. Chce pomagać. To bardzo rzadkie podejście, a tak ważne i dobre. Zbyt wielu lekarzy chce mieć rację, nawet jeśli mówi „nic się nie da zrobić” , zamiast mieć odwagę powiedzieć „ja nic więcej nie mogę zrobić” – staje się ona celem samym w sobie.  Niektórzy lekarze miażdżą mądrość medycyny alternatywnej, tradycyjnej,  chińskiej czy totalnej. Kpią z praw natury. Nie obserwują,  wiedzą z założenia.  Nie raz powiedzą pacjentowi „musi pan z tym żyć”, zamiast „proszę szukać gdzieś indziej”.  Nie wiedząc tak wiele, są tak zadufani w swojej pozycji. A wielu pacjentów cierpi, bo nie ma odwagi zanegować podejścia lekarza. W końcu to lekarz. Dla mnie już dawno nie, ale nadal ludzie chcą (i poniekąd słusznie) wierzyć lekarzom bezgranicznie i skoro lekarz nie zaleca czegoś innego, albo szukania innych metod, to znaczy, że tak ma być. Nie ma co drążyć. Nie mówię tu tylko o lekarzach medycyny konwencjonalnej ale i tej alternatywnej. Ci drudzy bywają nie lepsi w swojej pogardzie dla medycyny akademickiej. To też jest bardzo złe, bo jednak jak wspomniałam, mądry lekarz będzie szukał metod skutecznych, a one bardzo często są między wszystkimi znanymi medycynami.

Lekarze (ludzie leczący) krzywdzą tym setki ludzi. Odbierając nadzieję, rzucają cień na sens swojej pracy.  I nic sobie z tego nie robią. Uczą się pozbywać odpowiedzialności, bo zawsze mogą się schować za niemocą. Oni tak. Lekarze czy specjaliści medycyny alternatywnej już nie.  Tamci to szarlatani. Tamci to naciągacze i oszuści. Żerują na nadziei. Ale tak mówią o sobie jedni i drudzy. Prawda? A pacjenci cierpią.

Dla mnie metoda nie ma znaczenia,  dopóki pomaga. Patrząc na świat,  najbardziej razi mnie to, że tak wielu ludzi zajmuje terytorium, walczy o swoją rację, uznanie swoje metody, a jednocześnie wypycha i neguje innych. Jak za czasów kolonialnych. Ten proces nadal trwa. Obszary się zmieniają. Metody tego przepychania są teraz delikatniejsze, bo oponenta nie można po prostu zastrzelić, czy zniewolić, ale nadal mechanizmy się toczą. Nowe walczy ze starym, zamiast współpracować.

Jestem emancypantką. Uważam,  że bez najmniejszego kłopotu wszystkie prawie racje mogą współistnieć (prawie: bo nie mam na myśli właśnie ograniczenia prawa innych, jeśli ono nie szkodzi osobom trzecim).

Drażni mnie bezczelność i ślepota ortodoksyjnego wypierania,  zamiast szukania współpracy.  Wszyscy by na tym dobrze wychodzili .

Czekam na czasy, gdy lekarze bez względu na metody, przestaną obrażać i lekceważyć innych. Z pacjentami włącznie. Pora nadeszła już wiele razy.  Nadchodzi zawsze,  gdy się okazuje,  że coś pomogło. Przecież bycie autorytetem powoduje, że pacjent przejmuje zdanie lekarza. Jak można to lekceważyć w konsekwencjach?

Nie chcę,  jako człowiek, takiego ograniczenia.  Za bardzo wiem,  jak bardzo bezradność towarzyszy czasami każdej z gałęzi medycyny. Za bardzo wiem,  jak wszystko może pomóc. Za bardzo wiem,  jak niepełna jest wiedza i ta akademicka i ta dawna. Jak wiele jeszcze dzisiejszych dogmatów czy przekonań niebawem zostanie zniesionych. Bo takim znamieniem obarczona jest nauka, jej rozwój. Z założenia niesie w sobie prawdopodobieństwo korekt. Kiedyś wierzono, że Ziemia jest w centrum kosmosu, a Słońce krąży wokół niej. Nadal jest masa takich przekonań. Im zmieniają się, rozwijają metody badawcze, tym więcej teorii ulega korektom. W każdej dziedzinie (może poza matematyką, chociaż tu względności i pewnych stałych nie można omijać z założenia 🙂 )

W czym jak w czym,  ale w leczeniu ludzi pokora jest najbardziej potrzebna. Wiedzą to i doświadczeni i mądrzy lekarze i  naukowcy (a nie ci, którym się tylko wydaje,  że nimi są,  bo zdobyli tytuł).

Mierzi mnie, że  lobbing zwalcza homeopatię czy leki naturalne,  wykpiwa suplementy,  czy wagę witamin i mikroelementów w diecie. Mierzi mnie burzenie przeciwko sobie ludzi,  którzy ufają takiej czy innej metodzie. To, że ludzie temu ulegają – no cóż, siła autorytetów. Większość ludzi chce je mieć.

Wolny wybór.

Tak cholernie proste.  Zostawić ludziom wybór. Jeśli nasze zdrowie naprawdę ma znaczenie nie tylko dla nas samych, jeśli to nie jest tylko wielki biznes,  to niech wszystkie rządy zostawią wolny wybór. Dopóki nauka nie przestanie mieć wątpliwości,  jak z miejscem Ziemi w stosunku do Słońca. Skoro naukowcy między sobą dyskutują,  to ludzie też mogą. A ja akurat z atencją obserwuję dyskusje naukowców.  Nie polemizuję, bo nie jestem nim. Nie będę walczyć na argumenty,  bo przegram. Nie przytaknę nikomu tępo, dopóki nie zrobi tego cały naukowy świat. A obszarów jednomyślności w medycynie jest niewiele.

Ważniejsze jest wzajemnie się przy tym szanować, bo gdy ludzie się wzywają, ubliżają (Nawet elegancko), to dla mnie kończy się rozmowa. Nieważne,  czy to naukowcy czy ludzie z ulicy.

Uważam, ze trzeba tu szacunku, chociażby dlatego,  że konsekwencji nikt za nas nie ponosi.

Jeśli komuś homeopatia pomaga, to jego sprawa. Tak samo jeśli ktoś łyka antybiotyk przy katarze. To,  czy ktoś chce czy nie chce szczepić dziecka. Czy chce dać wykonać operację. Nie można negować, krytykować bez zahamowań kogoś,  kto wierzy w działanie czegoś,  na co nie ma dowodu 100% nieskuteczności. Bo nie ma też niczego,  co ma 100% bezwarunkową skuteczność.

Tu chodzi o odpowiedzialność za narzucanie. Za zastraszanie, za obwinianie, za oskarżenie. W końcu za zmuszanie. Wbrew pozorom,  kwestia zdrowia jest chyba obarczona większym stopniem niepewności niż wiara religijna. Konsekwencje naprawdę ponosimy sami. Każdy,  kto bierze się za leczenie,  budowanie prawa, określenie kanonów, dogmatów,  zasad, rzekomych pewników, powinien o tym pamiętać.

Przedstawić rzetelnie za i przeciw, ale decyzję zostawić pacjentowi (czy w przypadku zwierząt – właścicielowi). Człowiekowi. I pozostawić ten wybór bez osądu. To tak najtrudniejsza część.

To tak cholernie ważne.

Każda metoda jest dobra, jeśli działa. Jeśli pomaga. Jeśli nie szkodzi. Nasze zdrowie i tak jest zbyt wielką niewiadomą dla nauki i nie tylko. Tu trzeba mądrze łączyć siły,  wiedzę, wszystko,  co mamy dostępne,  a nie osłabiać, dezinformować, ogłupiać. Gdy człowiek czy ukochane zwierzę choruje, trzeba dać pomóc.  I mieć nadzieję,  że trafi się w punkt i z diagnozą i metodą.

Nie ma co walczyć.  Tu wszyscy mają rację i jej nie mają. Za dużo nie wiemy,  żeby się mądrzyć, kłócić czy lekceważąco negować cudze podejście. Bez sensu, bo końcem końców i tak wszyscy kiedyś umrzemy. Nie walczymy o nieśmiertelność a o zdrowie tu i teraz. Lekarze starszej daty, którzy niejedno widzieli, mają czasami taką fajną mądrość i potrafią powiedzieć „ja wyczerpałem pomysły, proszę szukać dalej”. I często dodają, żeby nie mówić „do widzenia”, bo tego nie życzą (nie dotyczy oczywiście wszystkich specjalizacji 🙂

Bardzo życzę nam wszystkim,  żeby zdrowiem zajmowali się ludzie,  którzy mają pokorę. Oni mają szansę zobaczyć istotę i powiedzieć,  że czasami lepiej się napić rumianku niż brać pigułkę, ale też będą wiedzieć, kiedy koniecznie trzeba wykonać operację, czy wziąć antybiotyk,  żeby uratować zdrowie i życie.

Poważnie.  Czekam na równowagę i mądrość jako przewagę. Naprawdę najsmutniej, gdy ludzie trafiają na lekarzy, którzy nie widzą człowieka. Zbyt często się to zdarza. Zbyt często. Potem przechodzi to na ludzi między sobą. I kończy się obelgami, czy lekceważeniem.

W co ja wierzę?  Czemu ufam? Wszystkiemu. Jestem wielką fanką medycyny totalnej, ale też wiem, że nie brakuje mądrości tradycyjnej medycynie, czy tej alternatywnej,  a i bardzo tej konwencjonalnej i doceniam każdą z nich. Wszystko niesie jakąś wiedzę,  wartość,  mądrość. Od zasady, że lepiej zapobiegać, niż leczyć, począwszy. Myślę,  że wszystko co w dobrym momencie pomaga,  jest dobre. Tylko w rękach,  w słowach nieodpowiedzialnych ludzi staje się czasami szkodliwe, czy takim jest przedstawiane. Bardzo chciałabym,  żeby zdrowiem zajmowali się tylko odpowiedzialni ludzie. Chciałabym też, żeby ludzie zmienili swoje podejście do nich i do siebie. Naprawdę nie jest mądre jechanie po kimś tylko dlatego, że nie poszedł lekarza z kaszlem, bo myślał, że przejdzie, a potem się okazuje, że ma zapalenie oskrzeli. No nie poszedł, to nie poszedł. Nie świadczy to o jego mądrości czy głupocie, jak też nie powoduje, że ktoś, to jest stałym bywalcem przychodzi i specjalistów staje się mędrcem. To nie tak.

Bogowie,  czy ludzkość do tego dojdzie?

Nie wiem.  Patrząc na wiele dziedzin widzimy tak fantastyczny rozwój,  odkrycia,  wynalazki,  nowe materiały,  metody, miniaturyzację, odkrywamy naturę coraz zgrabniej. Ale każda odpowiedź rodzi wiele nowych pytań. Z jednej strony to cudowne z drugiej widzimy ciągle,  jak niewiele wiemy.

Z drugiej strony, m.in. przez rozproszenie, o którym ostatnio pisałam, ludzkość się cofa. Zatrzymuje w rozwoju.  Zupełny dualizm .

Zobaczymy co będzie dalej.
Wolności brakuje jednak ciągle najbardziej. Arogancja jest ok, ale bez przesady.

Czemu ja tak często marzę o rzeczach niedorzecznie nierealnych? No idea. Idealiści tak mają.

 

Zdjęcie: Kopenhaga 2016

Informacja o planach zmiany opisu opakowań leków homeopatycznych

Kolejna informacja o zmianie opisu opakowań leków homeopatycznych

Polecam pracę doktorską na temat medykalizacji M. Nowakowskiego dostępną pod tym adresem TU

 

Wpis dedykuję z ukłonem tym lekarzom, znachorom, medykom, naturoterapeutom itd. którzy tę mądrość mają (i jej doświadczyłam) .