Guangzhou, czyli Kanton

Widok na stadion Guangdong

Widok na stadion Guangdong.

Pobyt w Chinach zmienia optykę. Moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Tu wiele jest tak bardzo inaczej niż u nas, tak wiele jest jakby odwrotnie.

Odległości określane jako „blisko”, to ok 200-300km. Czas „niedługo”, to minimum godzina, niska zabudowa, to 10 pięter. Szybko z kolei to tak, że nasze oko tego nie koduje. Chińczyków cechuje też niesamowita cierpliwość. Jako fanka slow life czuję to w pewien sposób, ba, szczególnie zauważam to w trakcie posiłków. Chińczycy się nie spieszą. W końcu nie jestem mitycznym stworzeniem, jak to ma miejsce w moim świecie, bo ja jem legendarnie wolno 😉

Dla mnie atrakcją jest tu wszystko, brakuje tylko czasu, bo słońce tu się nie cacka. Nie ma zachodów czy wschodów Słońca. OK, są, ale trwają może minutę. Jest ciemno-jasno, jasno-ciemno. Momentalnie. Brakuje mi doby, szalenie. Sypiam po 4 godziny na dobę, bo… dobra jest zbyt krótka. Gdy już jestem w hotelu, to z emocji jeszcze długo nie mogę nawet zasnąć. Pomijając, że i tak późno trafiam do pokoju. Te ciepłe noce, podróże tu i tam, kolacje, lunche, spotkania, wizyty, procesy, porównywanie doświadczeń i światów. Doba jest za krótka.

WP_20151111_11_40_23_Pro

 W drodze do Guangzhou. 

 Wieczorem idąc nad rzekę widać grupki tańczących ludzi. Idziemy idziemy a ja słyszę nagle znajome dźwięki. Patrzę na kroki… no oczywiście. Grupa tańczy cza-cza. Nie mogłam się powstrzymać, opuściłam znajomych i podeszłam potańczyć z nimi. Tadam, z serii „zaliczony pierwszy raz” 😉

A, jeszcze na dokładkę widok z balkonu na 26 piętrze:

 WP_20151111_20_37_48_Pro

 Zasiedzieliśmy się trochę i gdy dotarliśmy do dworca, okazało się, że nie ma już biletów na ostatni pociąg do naszego miasta. Zaczepia nas starszy pan i pyta, czy chcesz autobusem pojechać akurat tam, gdzie chcemy. Chwila zastanowienia, no chcemy. Pytanie za ile, jak co. Pada cena dwukrotnie wyższa niż koszt pociągu. A mamy wybór? No raczej nie. Więc się zgodzimy. Idziemy za człowieczkiem. Jest po 23:00. Dochodzimy do kilkuosobowego vana. Okazuje się, że poza nami jedzie jeszcze kilka osób, a dokładnie skład końcowy wyglądał tak: z przodu Chińczyk kierowca, Chińczyk pasażer, środek – Polak (z brodą i niebeskimi oczami), młody chłopak Chińczyk, ja Polka, blondynka, z tyłu Afroamerykanin (mówiący po angielsku, ale i po chińsku, co nas wszystkich zatkało), młoda Chinka i Polak (rudy i z niebieskimi oczami). Obrazowo oddane? Chyba tak 🙂 I podróż trwająca 2 godziny.  

 

I weź zaśnij po czymś takim, gdy nie wiesz, czy na pewno dowiozą cię tam gdzie mają, czy nie zostawią nas w jakiejś wsi, albo przy drodze, albo nie sprzedadzą czy nie zjedzą… just kidding, ale emocje były. Serio, serio.

 I tak dzień w dzień coś się dzieje.

I weź zaśnij 🙂

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.